Red Bull Racing szykuje się do decydującego starcia na własnym torze, wprowadzając drugi w tym roku duży pakiet poprawek. Po trudnym weekendzie w Barcelonie, gdzie Max Verstappen zajął czwarte miejsce ze stratą blisko 20 sekund do Lando Norrisa, zespół stawia wszystko na jedną kartę. Nowe części mają być odpowiedzią na ostatnie sukcesy Ferrari i Mercedesa.
Głównym celem inżynierów jest walka z nadwagą bolidu RB22. Pierre Wache już wcześniej zapowiadał, że plan zakłada osiągnięcie limitu 768 kg właśnie podczas Grand Prix Austrii. Red Bull musi odrobić około 0,4 sekundy na okrążeniu, aby realnie myśleć o nawiązaniu walki z czołówką. Laurent Mekies przyznaje, że w Milton Keynes wszyscy pracowali niezwykle ciężko, by zniwelować dystans dzielący ich od rywali, który po wyścigu w Miami udało się już zmniejszyć o połowę.
Mekies studzi nastroje przed domowym wyścigiem
Mimo ogromnych oczekiwań, szef zespołu zachowuje chłodną głowę i otwarcie mówi o wyzwaniach, jakie stoją przed stajnią z Austrii. Mekies zdaje sobie sprawę, że konkurencja nie śpi, a Ferrari po zwycięstwie Lewisa Hamiltona w Hiszpanii udowodniło jakość swojego podwozia i jednostki napędowej. Red Bull potrzebuje poprawy osiągów nie tylko na prostych, ale przede wszystkim w średnich i szybkich zakrętach, które obnażyły słabości konstrukcji w Barcelonie.
„Nie ma wątpliwości, że sam pakiet na Austrię nie wystarczy. Wiemy, że będą potrzebne kolejne kroki. Ważne jest jednak to, abyśmy kontynuowali trajektorię zmniejszania dystansu, na której jesteśmy od czasu wyścigu w Japonii. Chcemy przestać mówić o czterech dziesiątych sekundy, a zacząć o znacznie mniejszej stracie” – przyznał Laurent Mekies. Szef zespołu żartobliwie odniósł się też do diety bolidu, sugerując, że plan odchudzenia maszyny jest wciąż aktualny.
