Lewis Hamilton wyrasta na jednego z głównych bohaterów sezonu 2026 po tym, jak jego debiut w Ferrari okazał się kompletną katastrofą. Brytyjczyk przyznał po Grand Prix Monako, że jego pierwsze zwycięstwo w czerwonym bolidzie jest bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Siedmiokrotny mistrz świata zajmuje obecnie drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, co stanowi drastyczny zwrot akcji po ubiegłorocznym koszmarze, w którym po raz pierwszy w karierze nie stanął na podium.
Przełom nastąpił dzięki nowym przepisom technicznym oraz determinacji Hamiltona w przebudowie swojego otoczenia. Kierowca wyjawił, że musiał błagać szefa zespołu, Freda Vasseura, o konkretne zmiany w personelu oraz w samym bolidzie SF26. Brytyjczyk w końcu ma wpływ na rozwój maszyny, czego brakowało mu w poprzednim roku. Efekty są widoczne natychmiast: Hamilton prowadzi w pojedynkach kwalifikacyjnych z Charlesem Leclerkiem 5-4 i ma nad nim 15 punktów przewagi w tabeli.
Pogoń za następcą w Mercedesie
Mimo świetnej formy, Hamilton traci aż 66 punktów do lidera mistrzostw, Kimi Antonellego. Młody Włoch, który zajął miejsce Brytyjczyka w Mercedesie, wygrał pięć wyścigów z rzędu i dominuje w stawce. Hamilton podkreśla jednak, że odzyskał pasję i wiarę we własne możliwości. Choć ósmy tytuł mistrzowski w tym roku wydaje się mało prawdopodobny, 41-letni zawodnik skupia się na pogoni za Mercedesem i przerwaniu serii bez wygranej, która trwa od Grand Prix Belgii 2024.
Kluczem do sukcesu okazała się relacja z Vasseurem, z którym Hamilton zdobywał tytuł w serii GP2 dwie dekady temu. Wsparcie szefa Ferrari pozwoliło przetrwać trudne chwile, gdy dejected Hamilton sugerował nawet, że zespół powinien wymienić kierowcę. Obecnie Ferrari dysponuje niezawodnym sprzętem, który pozwolił Brytyjczykowi na dwa kolejne finisze na drugim stopniu podium. Zespół z Maranello intensywnie pracuje nad zniwelowaniem straty do perfekcyjnie spisującego się w tym sezonie Mercedesa.
