William Saliba wyrasta na jednego z największych twardzieli trwającego mundialu. Obrońca Arsenalu oficjalnie potwierdził, że jego stan zdrowia jest daleki od ideału, a każdy występ wiąże się z ogromnym dyskomfortem.
25-letni defensor od kilku miesięcy zmaga się z uciążliwym urazem pleców, który towarzyszył mu już podczas występów w Premier League oraz Lidze Mistrzów. Choć przed wylotem do Stanów Zjednoczonych istniały poważne obawy, czy zawodnik w ogóle będzie mógł pomóc kadrze, sztab medyczny Francji oraz Didier Deschamps zdecydowali się na podjęcie ryzyka. Saliba opuścił pierwsze dwa treningi w Bostonie, co wywołało falę spekulacji, ale ostatecznie pojawił się w wyjściowym składzie na inauguracyjny mecz z Senegalem.
Ryzyko operacji i walka z czasem
Sytuacja jest na tyle poważna, że po zakończeniu turnieju konieczna może okazać się interwencja chirurgiczna. Piłkarz świadomie ukrywa szczegóły dotyczące swoich ograniczeń fizycznych, aby nie ułatwiać zadania rywalom na boisku. „Nie powiem, w czym dokładnie mi to przeszkadza, bo mogłoby to dać wskazówki naszym przeciwnikom. Nie można jednak szukać wymówek. Sztab dobrze zarządza tą sytuacją i mam nadzieję, że tak zostanie” – przyznał otwarcie reprezentant Francji, podkreślając rolę medyków w procesie przygotowań.
Dla Saliby priorytetem pozostaje walka o historyczny sukces, nawet jeśli cena za to będzie wysoka. Zawodnik nie ukrywa, że adrenalina towarzysząca wielkiemu turniejowi pozwala mu zapomnieć o bólu, który towarzyszy mu od dawna. „To są mistrzostwa świata. Odbywają się raz na cztery lata. Musisz zacisnąć zęby. Wielu zawodników gra z drobnymi urazami. Nie jestem w stu procentach sprawny, ale dotyczy to również kilku innych graczy” – podsumował obrońca, ucinając dyskusje o swoim wycofaniu się z gry.
