Ferrari wyrasta na potęgę ostatnich tygodni, wygrywając dwa z trzech ostatnich wyścigów Formuły 1. Po triumfie Lewisa Hamiltona w Barcelonie i przełamaniu Charlesa Leclerca na Silverstone, w Maranello zapanowała euforia, której Fred Vasseur stara się za wszelką cenę nie ulec.
Szef włoskiej stajni twardo stąpa po ziemi i ucina wszelkie spekulacje dotyczące walki o mistrzostwo świata. Choć Lewis Hamilton traci już tylko 32 punkty do liderującego Kimiego Antonelliego, a strata w klasyfikacji konstruktorów wynosi 78 oczek, Vasseur pamięta o fatalnym występie w Austrii, który przedzielił oba zwycięstwa. Francuz nie chce, aby zespół popadł w samozachwyt po chwilowym wzroście formy, zwłaszcza że Mercedes wciąż dysponuje szybszą maszyną w większości warunków.
Vasseur ostrzega przed huraoptymizmem
Podejście szefa Ferrari jest jasne: liczy się tylko kolejny krok, a nie marzenia o pucharach. „Po Barcelonie słyszałem: 'Ferrari wróciło do walki o tytuł'. Powiedziałem, że nie. Tydzień później mówiliście, że Ferrari jest nigdzie. Też powiedziałem, że nie” – ucina Fred Vasseur. Dyrektor ekipy podkreśla, że nie zamierza wyciągać wniosków po jednym czy dwóch dobrych wynikach, skupiając się wyłącznie na pracy w fabryce i poprawie detali, które decydują o ułamkach sekund.
Najbliższym sprawdzianem dla czerwonych bolidów będzie legendarny tor Spa-Francorchamps. Vasseur zauważa, że Mercedes W17 wciąż ma przewagę czystej wydajności, będąc szybszym w pięciu z siedmiu sesji ostatniego weekendu. Belgia postawi przed nowymi jednostkami napędowymi na rok 2026 ogromne wymagania w zakresie odzyskiwania energii. „Nie ma magii. Nie zrobimy kroku o pół sekundy w jeden weekend. Różnicę zrobi suma małych zysków w każdym obszarze” – kończy szef Ferrari.
