Emma Raducanu wyrasta na jedną z najbardziej zagadkowych postaci kobiecego tenisa po serii niezrozumiałych decyzji w Rzymie. Brytyjska zawodniczka wycofała się z turnieju Italian Open w okolicznościach, które budzą ogromny niepokój o jej sportową przyszłość. Jak donoszą media, sytuacja jest o tyle dziwna, że tenisistka zdążyła już wypełnić obowiązki medialne i trenować z najlepszymi zawodniczkami świata tuż przed ogłoszeniem rezygnacji.
Zaledwie pół godziny po optymistycznych deklaracjach dla Sky Sports, w których Raducanu mówiła o odzyskaniu „iskry” i motywacji, oficjalnie zrezygnowała ze startu. Jako powód ponownie podała skutki wirusa, którego nabawiła się jeszcze w lutym podczas turnieju w Rumunii. Od porażki z Amandą Anisimovą w Indian Wells na początku marca, pierwsza rakieta Wielkiej Brytanii nie rozegrała ani jednego meczu o stawkę, co stawia pod znakiem zapytania jej udział w nadchodzącym French Open.
Kryzys motywacyjny i drastyczny spadek w rankingu
Szczere wyznanie o odnalezieniu motywacji sugeruje, że mistrzyni US Open sprzed pięciu lat zmagała się w ostatnich miesiącach z poważnym kryzysem psychicznym. Nawet treningi z Andrew Richardsonem, który prowadził ją do największego sukcesu w karierze, nie pomogły w skutecznym powrocie na mączkę. Brak punktów z turniejów na nawierzchni ziemnej sprawi, że ranking zawodniczki drastycznie spadnie, co może zamknąć jej drzwi do elitarnych turniejów WTA bez konieczności przebijania się przez kwalifikacje.
Eksperci wskazują, że zbliża się moment kluczowych decyzji dotyczących dalszego życia i kariery Emmy Raducanu. Jeśli tenisistka nie znajdzie siły, by rywalizować w największych turniejach, trudno oczekiwać, że będzie zmotywowana do gry w zawodach niższej rangi po wypadnięciu z pierwszej setki rankingu. Cała uwaga skupia się teraz na sezonie na trawie, który może okazać się ostatnią szansą na uratowanie tego roku, choć jej obecna dyspozycja fizyczna pozostaje wielką niewiadomą.
