Roland Garros wyrasta na jednego z głównych faworytów w wyścigu o miano najbardziej niebezpiecznego turnieju w kalendarzu. Jak donoszą media, tegoroczny Wielki Szlem w Paryżu został sparaliżowany przez plagę urazów, które eliminują kolejnych zawodników z rywalizacji. Tim Henman, analizujący mecze dla TNT Sports, nie wytrzymał i publicznie wezwał organizatorów do wprowadzenia radykalnych zmian w przepisach dotyczących infrastruktury kortów.
Głównym winowajcą są bandy reklamowe oraz osłony umieszczone bezpośrednio za linią końcową. To właśnie tam doszło do bolesnych upadków Katie Boulter oraz Zeynep Sonmez. Ta druga musiała wycofać się z turnieju deblowego po zderzeniu z elementami kortu. Boulter wprost przyznała w mediach społecznościowych, że miała szczęście, unikając poważniejszego urazu, ale następnym razem może go zabraknąć. Brytyjka domaga się usunięcia niebezpiecznych elementów, które utrudniają grę zawodnikom biegającym daleko za końcową linią.
Legendy tenisa punktują organizatorów Roland Garros
Tim Henman zauważa, że na mączce tenisiści potrzebują wyjątkowo dużo miejsca do wybiegu, ponieważ piłka odbija się wysoko i zmusza ich do głębokiej defensywy. Ekspert porównuje sytuację do Wimbledonu, gdzie osłony znajdują się z boku kortu, a nie z tyłu. Według niego oglądanie kolejnych incydentów jest po prostu niekomfortowe. Johanna Konta dodała, że problem nie jest nowy, wspominając własną kontuzję nogi z czasów juniorskich, której nabawiła się w identyczny sposób na paryskich kortach.
Sytuację w Paryżu pogarsza ekstremalny upał, który doprowadził do sensacyjnych rozstrzygnięć i kolejnych dramatów zdrowotnych. Lider rankingu Jannik Sinner pożegnał się z turniejem już w drugiej rundzie po porażce z Juanem Manuelem Cerundolo, a Jakub Mensik padł z wycieńczenia na kort po swoim pięciosetowym boju. Tylko trzeciego dnia zmagań aż 17 zawodników wycofało się lub skreczowało. Turniej potrwa do niedzieli 7 czerwca, kiedy zaplanowano finał mężczyzn.
