George Russell przeżył prawdziwy koszmar podczas Grand Prix Kanady. Kierowca Mercedesa prowadził w wyścigu do 30. okrążenia, gdy nagle z jego bolidu zaczął wydobywać się dym. Brytyjczyk musiał natychmiast zatrzymać maszynę po przestrzeleniu dziewiątego zakrętu, co oznaczało koniec marzeń o wygranej.
Russell wyskoczył z kokpitu w furiackim gniewie, zdając sobie sprawę z ogromnych konsekwencji tej awarii. Stracił nie tylko szansę na pierwszy triumf od otwarcia sezonu w Australii, ale także pozwolił Kimi’emu Antonelliemu na ucieczkę w klasyfikacji generalnej. Obaj kierowcy Mercedesa toczyli wcześniej agresywną walkę o prowadzenie na torze Gilles Villeneuve, dochodząc nawet do kontaktu w ostatniej szykanie na 24. okrążeniu.
Chaos w Montrealu i błędy McLarena
Problemy lidera wykorzystał Max Verstappen, który awansował na drugą pozycję w trakcie wirtualnego samochodu bezpieczeństwa. Za jego plecami Lewis Hamilton z Ferrari odpierał ataki Isacka Hadjara i Charlesa Leclerca. Wyścig okazał się katastrofą dla McLarena. Lando Norris i Oscar Piastri zaryzykowali start na oponach przejściowych, licząc na deszcz, który jednak nie spadł. Obaj musieli zjechać na wczesny postój, co wyrzuciło ich na koniec stawki.
Frustracja w ekipie McLarena narastała, gdy Piastri uderzył w tył bolidu Alexa Albona. Kierowca Williamsa musiał wycofać się z rywalizacji, a Australijczyk otrzymał 10 sekund kary za spowodowanie kolizji. Jeśli Antonelli dowiezie czwarte zwycięstwo z rzędu do mety, jego przewaga nad Russellem w walce o tytuł wzrośnie do 43 punktów.
