Atletico Madryt wyrusza we wtorek do Liverpoolu na inaugurację fazy ligowej Ligi Mistrzów w nastrojach dalekich od ideału. Diego Simeone musi radzić sobie bez dwóch zawodników pierwszej drużyny, co wymusza na argentyńskim szkoleniowcu natychmiastowe przemeblowanie formacji ofensywnej przed środowym starciem na Anfield. Jak informuje Mundo Deportivo, sytuacja kadrowa skomplikowała się w najmniej odpowiednim momencie.
Największym problemem jest brak Alexandra Sørlotha, który wciąż zmaga się z urazem mięśniowym odniesionym jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu. Napastnik nie trenował z grupą od czasu nabawienia się przykurczu i nie wystąpił w żadnym dotychczasowym spotkaniu tej kampanii. Choć sztab medyczny monitorował jego stan do ostatniej chwili, występ w Anglii jest wykluczony, co znacząco ogranicza pole manewru w ataku.
Absurdalna kara z czasów gry w Polsce
Drugim nieobecnym jest Arnau Ortiz, którego przypadek zakrawa na absurd i wiąże się z jego przeszłością w Śląsku Wrocław. Kataloński skrzydłowy nie może zagrać na jednym z najsłynniejszych stadionów świata przez zawieszenie, które ciągnie się za nim od sierpnia 2024 roku. Sankcja ta jest pokłosiem dramatycznego rewanżu w kwalifikacjach Ligi Konferencji przeciwko St. Gallen, w którym Ortiz obejrzał czerwoną kartkę zaledwie kilka minut po wejściu na boisko.
Podczas tamtego meczu w barwach polskiego klubu Ortiz został ukarany najpierw za symulowanie, a chwilę później za protesty, co przy wcześniejszych dwóch wykluczeniach kolegów z zespołu dopełniło klęski wrocławian. Teraz, dwa lata po tamtych wydarzeniach, kara wciąż widnieje w rejestrach UEFA i uniemożliwia mu debiut w barwach Atletico w tej edycji europejskich pucharów. To ogromny pech dla zawodnika, który wywalczył sobie miejsce w kadrze meczowej madrytczyków.
Argentyński trener będzie musiał teraz liczyć na podobną skuteczność swoich liderów, by wywieźć korzystny wynik z Anfield bez wsparcia kontuzjowanego Sørlotha i zawieszonego Ortiza.
