Ben Shelton sprawił ogromną niespodziankę i wyeliminował Carlosa Alcaraza w ćwierćfinale US Open po dramatycznym, pięciosetowym widowisku. Amerykanin zapewnił sobie miejsce w najlepszej czwórce domowego turnieju wielkoszlemowego, kończąc mecz o godzinie 3:30 nad ranem czasu lokalnego.
Starcie to stało się koronnym argumentem w toczącej się dyskusji nad zmianami w tenisie, którą wywołał szef Australian Open, Andrew Abdo, sugerując rezygnację z formatu best-of-five. Feliciano Lopez, komentujący to spotkanie dla hiszpańskiej telewizji, jednoznacznie opowiedział się za utrzymaniem tradycji. „Mała refleksja na temat meczu Carlosa Alcaraza z Benem Sheltonem. Niech żyją pięciosetówki. To wstyd, że jeden musi przegrać, tenis jest okrutny, ale jednocześnie fascynujący” – napisał w mediach społecznościowych były hiszpański tenisista, dziękując wytrwałym kibicom za wspólne śledzenie nocnego boju.
Dla Sheltona to dopiero początek wielkich emocji, ponieważ już w piątek, 11 września, zmierzy się w półfinale na Arthur Ashe Stadium ze swoim rodakiem, Francesem Tiafoe. Choć Shelton prowadzi w bezpośredniej rywalizacji 3-1, to właśnie Tiafoe wygrał ich jedyne dotychczasowe starcie na kortach US Open w 2024 roku. Zwycięzca tego pojedynku stanie przed szansą na życiowy sukces przed własną publicznością, kontynuując marsz po tytuł, który rok temu należał do pokonanego właśnie Alcaraza.
Carlos Alcaraz po bolesnej porażce uda się na dwutygodniowy odpoczynek, by wrócić do gry podczas Laver Cup w Londynie, gdzie wystąpi w barwach Team Europe pod wodzą Yannicka Noaha. W stolicy Anglii może dojść do szybkiego rewanżu, gdyż Shelton został powołany do Team World prowadzonego przez Andre Agassiego. Po turnieju w O2 Arena obaj zawodnicy przeniosą się do Azji na Japan Open, gdzie Hiszpan będzie bronił tytułu wywalczonego przed rokiem w finałowym starciu z Taylorem Fritzem.
