Novak Djoković awansował do półfinału Wimbledonu po wyniszczającym, trwającym ponad pięć godzin starciu z Felixem Auger-Aliassime. Serb wygrał 7-6(10), 3-6, 6-3, 6-7(4), 7-6(4), jednak to nie sportowa dramaturgia zdominowała pomeczowe komentarze. Rozstawiony z numerem siódmym tenisista wpadł w furię, gdy przy stanie 1:1 w setach sędziowie nakazali zamknięcie dachu nad kortem centralnym, mimo że zegar wskazywał dopiero godzinę 19:40.
24-krotny triumfator turniejów wielkoszlemowych nie potrafił zrozumieć, dlaczego organizatorzy zmieniają zasady w trakcie rywalizacji. Djoković wdał się w ostrą dyskusję z arbitrem, wytykając brak konsekwencji w porównaniu do poprzednich dni turnieju. „Dlaczego teraz? Innego dnia nie chcieliście zamykać dachu do 20:30, a teraz robicie to o 19:40? Możemy rozegrać cały set na zewnątrz. Jesteśmy turniejem na świeżym powietrzu” – grzmiał Serb, przypominając sytuacje z pierwszej rundy.
Walka z czasem i kuriozalne zasady
Konflikt z oficjelami nabrał na sile, gdy Djoković oskarżył ich o brak znajomości własnych przepisów. Tenisista był wyraźnie sfrustrowany faktem, że większość swoich meczów w tegorocznej edycji musiał rozgrywać w warunkach halowych. „Jesteście tacy dumni ze swoich zasad, a nie trzymacie się żadnej z nich. Nie macie pojęcia, jaka jest reguła” – wyrzucił sędziemu podczas meczu, co tylko podgrzało i tak napiętą atmosferę na trybunach kortu centralnego.
Ostatecznie 39-letni Serb zakończył spotkanie o godzinie 22:52, czyli zaledwie osiem minut przed rygorystyczną godziną policyjną obowiązującą w Londynie. Po meczu przyznał, że czuje się, jakby grał w turnieju halowym, a nie na trawie. Mimo kontrowersji, Djoković docenił klasę rywala i poziom widowiska, porównując je do legendarnego finału z Rogerem Federerem z 2019 roku. Felix Auger-Aliassime postawił twarde warunki, ale to doświadczenie Serba przeważyło w decydującym tie-breaku.
