FIA wprowadza nowe zasady pomiaru stopnia sprężania w silnikach na sezon 2026, kończąc wielomiesięczny spór między Mercedesem a resztą stawki. Decyzja zapadła jednogłośnie, co ucina spekulacje o możliwych protestach podczas Grand Prix Australii.
Konflikt wybuchł, gdy rywale z Audi, Ferrari i Hondy oskarżyli Mercedesa o obchodzenie limitu 16:1. Niemiecki producent spełniał wymogi podczas testów statycznych, ale dzięki rozszerzalności materiałów uzyskiwał wyższe parametry w trakcie pracy jednostki. Nikolas Tombazis z FIA przyznał, że dotychczasowe przepisy nie były wystarczająco precyzyjne, by zrealizować pierwotne cele techniczne. Zmiana brzmienia artykułów regulaminu ma wyeliminować wszelkie niejasności interpretacyjne, na które powoływały się zespoły, walcząc o każdy ułamek przewagi na torze.
Wypracowany kompromis zakłada podwójny pomiar: na zimnym silniku oraz w temperaturze 130 stopni Celsjusza. Toto Wolff określił to rozwiązanie jako uczciwe, ponieważ zapobiega ono manipulacjom w obie strony. Rywale Mercedesa chcieli wyłącznie gorących testów, co pozwoliłoby im przekraczać limity przy niższych temperaturach. Nowe procedury wejdą w życie już 1 czerwca, a nie jak planowano pierwotnie 1 sierpnia. Od 2027 roku obowiązywać będzie już tylko pomiar na gorąco, co daje producentom czas na dostosowanie konstrukcji.
Mimo zażegnania kryzysu, w padoku wciąż iskrzy wokół zarządzania energią na szybkich torach, takich jak Melbourne czy Dżudda. Andrea Stella z McLarena ostrzega przed problemami z odzyskiwaniem energii, co może wymusić na FIA kolejne korekty techniczne. Federacja na razie wstrzymuje się z działaniami, czekając na dane z pierwszych wyścigów sezonu. Choć sprawa stopnia sprężania została zamknięta, inżynierowie już szykują się do kolejnej politycznej bitwy o wydajność hybrydowych układów napędowych, która może zdominować nadchodzące miesiące.
