Gorąca atmosfera w Mercedesie podczas sprintu w Kanadzie. Kimi Antonelli nie krył wściekłości po agresywnej obronie George'a Russella, która zakończyła się kontaktem kołami i wypadnięciem 18-latka z toru. Sytuacja stała się na tyle napięta, że do akcji musiał wkroczyć sam Toto Wolff.
Wszystko zaczęło się na szóstym okrążeniu, gdy Antonelli próbował wyprzedzić kolegę z zespołu po zewnętrznej stronie pierwszego zakrętu. Russell nie zostawił mu miejsca, co doprowadziło do zderzenia i zmusiło młodego kierowcę do ucieczki na pobocze. Późniejszy błąd na trawie kosztował go utratę pozycji na rzecz Lando Norrisa. Antonelli wielokrotnie i głośno narzekał przez radio na brak kultury jazdy Brytyjczyka, co zmusiło inżyniera wyścigowego Petera Bonningtona oraz dwukrotnie Toto Wolffa do stanowczych interwencji na łączach.
Wolff gasi pożar i przypomina o zasadach
Szef stajni z Brackley jasno zakomunikował, że takie kwestie nie mogą być omawiane publicznie podczas wyścigu. Wolff porównał sytuację do dawnej, toksycznej rywalizacji Lewisa Hamiltona z Nico Rosbergiem. Austriak bronił jednak emocjonalnej reakcji Antonellego, zaznaczając, że nie można oczekiwać lwa w bolidzie i szczeniaka poza nim. Jednocześnie podkreślił, że w walce o mistrzostwo nikt nie będzie otwierał drzwi koledze z ekipy, a zbyt agresywna walka wewnętrzna tylko ułatwia zadanie rywalom z innych zespołów.
Kluczem do rozwiązania sporu będą wytyczne FIA dotyczące standardów jazdy. Antonelli twierdził, że jego lusterko było na wysokości auta Russella, jednak przepisy przy wyprzedzaniu po zewnętrznej wymagają, aby to przednia oś atakującego była przed osią rywala w szczycie zakrętu. Mercedes planuje teraz wewnętrzną analizę incydentu, aby uniknąć podobnych strat w przyszłości. Wolff traktuje to jako lekcję dla obu kierowców, którzy po raz pierwszy w karierze bezpośrednio rywalizują ze sobą o tytuł mistrza świata.
