Beerschot wyrasta na głównego faworyta w wyścigu o powrót do belgijskiej Pro League. Jak donoszą media, walka o drugie miejsce w tabeli stała się niezwykle zacięta, a o końcowym sukcesie mogą zdecydować nie tylko gole, ale i prawnicze batalie w gabinetach.
Sytuacja w Challenger Pro League jest napięta, bo Kortrijk wyprzedza Beerschot o zaledwie jeden punkt. Drużyna goniąca lidera jest jednak w niesamowitej formie, notując serię sześciu meczów bez porażki, w tym pięć kolejnych zwycięstw. Ostatnie triumfy nad RFC Liege oraz Patro Eisden pokazują, że zespół prowadzony przez nowych, japońskich właścicieli nie zamierza odpuszczać. Co ciekawe, umowa sprzedaży klubu zawiera zapis o dodatkowej płatności dla poprzednich właścicieli w przypadku awansu, co jednak nie studzi zapału obecnych szefów.
Skandal wokół walkowera i pożar stadionu
Kluczowym elementem układanki jest zaległy mecz Kortrijk z RFC Seraing. Pierwotnie spotkanie odwołano z powodu pożaru na stadionie, który uszkodził trybunę i uniemożliwił bezpieczne przeprowadzenie zawodów. Komisja ligi przyznała Kortrijk zwycięstwo walkowerem, ale Seraing złożyło apelację, domagając się rozegrania meczu na boisku. Ta prawna niepewność kładzie się cieniem na końcówce sezonu, ponieważ wynik tego sporu bezpośrednio wpłynie na układ sił w walce o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Beerschot musi teraz liczyć na potknięcie rywali w starciu z Beveren, które już zapewniło sobie tytuł mistrzowski. Kortrijk ma za sobą kompromitującą porażkę 1:4 z Franc Borains, co podkopuje ich pewność siebie przed decydującymi starciami. Beerschot czekają teraz trudne wyjazdy do Eupen oraz domowe starcie z Lommel. Oba te zespoły walczą o miejsce w czołowej szóstce, więc droga do awansu pozostaje wyboista i pełna niewiadomych aż do ostatniego gwizdka sędziego.
