Europejskie puchary mogą znacząco wpłynąć na sytuację Górnika Zabrze. W klubie zapadło jednak konkretne stanowisko dotyczące finansowego planowania sezonu.
Dr Bartłomiej Gabryś, członek zarządu zabrzańskiego klubu odpowiedzialny za kwestie finansowe, został zapytany w rozmowie z Kanałem Sportowym, czy potencjalne przychody z europejskich rozgrywek są już wkalkulowane w budżet na obecny sezon.
Z jego słów wynika, że Górnik nie zamierza opierać finansowych założeń na sukcesie, którego nie da się zagwarantować. Klub przygotował kalkulacje także na mniej korzystny wariant, zakładający szybkie zakończenie udziału w eliminacjach.
– Liczymy na to, że nasz udział w tych rozgrywkach europejskich, po stronie przychodowej i kosztowej, sprawi, że wyjdziemy na zero, może jakieś zero plus. I to jest punkt wyjścia – powiedział Gabryś.
Dopiero awans do fazy ligowej jednego z europejskich pucharów mógłby przynieść Górnikowi wyraźny zastrzyk finansowy. Przedstawiciel klubu zaznaczył przy tym, że różnice pomiędzy poszczególnymi rozgrywkami są bardzo duże, szczególnie w przypadku Ligi Mistrzów i Ligi Europy.
Zabrzanie nie traktują jednak tych środków jako pewnego elementu budżetu. Gabryś podkreślił, że planowanie opiera się na przychodach, których uzyskanie jest bardzo prawdopodobne. Ma to uchronić klub przed sytuacją, w której wydatki byłyby uzależnione od sportowego wyniku, którego nie uda się osiągnąć.
– Nie chciałbym narażać finansów klubu na pewną nieodpowiedzialność. Tutaj kluczowe jest podejście odpowiedzialne, budujące budżet w oparciu o przychody, co do których jesteśmy prawie pewni – zaznaczył.
Gabryś zwrócił uwagę, że konstruowanie budżetu przy założeniu awansu do europejskich rozgrywek może prowadzić do poważnych problemów. W przypadku Górnika ostrożność jest tym bardziej zrozumiała, że klub wrócił do rywalizacji na arenie międzynarodowej po dłuższej przerwie.
Jednocześnie w Zabrzu nie ukrywają sportowych ambicji. Awans do fazy ligowej oznaczałby nie tylko prestiż, ale również znacznie większe wpływy. Na razie klub zamierza jednak oddzielać nadzieje sportowe od twardych założeń finansowych.

