Alex Eala wyrasta na jedną z najgroźniejszych zawodniczek turnieju w Waszyngtonie. Choć początek jej zmagań na kortach twardych w Ameryce Północnej zwiastował szybkie pożegnanie z imprezą, 21-letnia tenisistka zdołała odwrócić losy meczu z Zheng Qinwen. Filipinka, która jeszcze niedawno błyszczała na trawiastych kortach Wimbledonu docierając do 1/16 finału, pokazała niezwykłą odporność psychiczną w starciu z byłą czwartą zawodniczką rankingu WTA.
Sytuacja w meczu otwarcia Mubadala Citi DC Open wyglądała dla Eali dramatycznie. Przegrała pierwszego seta, a w drugim została przełamana do zera, co postawiło ją pod ścianą. Przełom nastąpił w ósmym gemie drugiej partii, kiedy to ona odebrała serwis rywalce bez straty punktu. Od tego momentu 28. rakieta świata przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie, wygrywając ostatecznie 4-6, 6-4, 6-1 i meldując się w kolejnej rundzie zawodów rangi WTA 500.
Kluczowe rady trenera i nowa broń Filipinki
Po zwycięstwie Alex Eala nie szczędziła pochwał swojemu szkoleniowcowi, Joanowi Boschowi. To właśnie jego wskazówki pozwoliły jej przetrwać najtrudniejsze chwile na korcie. „Powiedział, że muszę po prostu grać dalej, bo jeśli będę przy każdej piłce, dostanę swoje szanse. I tak się stało. Jak zawsze, ma rację” – przyznała zawodniczka. Tenisistka podkreśliła, że kluczowy był ósmy gem drugiego seta, bez którego strata punktowa mogłaby okazać się zbyt duża do odrobienia.
Młoda zawodniczka czuje, że rok spędzony w światowej czołówce dał jej niezbędne doświadczenie do wygrywania takich spotkań. „Myślę, że teraz, dzięki postępom, jakie poczyniłam w ciągu ostatniego roku, mam nieco więcej amunicji, by to poprzeć” – stwierdziła Eala podczas spotkania z mediami. Teraz czeka ją jednak jeszcze trudniejsze zadanie. W walce o ćwierćfinał zmierzy się z broniącą tytułu Leylah Fernandez, która wcześniej wyeliminowała Magdę Linette, wygrywając z Polką 6-1, 6-4.
