Everton wyrasta na głównego kandydata do pozyskania Djeda Spence'a, 25-letniego obrońcy Tottenhamu. Jak donoszą media, klub z Liverpoolu widzi w nim idealnego następcę legendarnego kapitana, Seamusa Colemana, który pożegnał się z zespołem.
Sytuacja na rynku transferowym stała się jednak napięta, ponieważ Tottenham nie zamierza ułatwiać zadania ligowemu rywalowi. Władze klubu z Londynu oczekują za swojego zawodnika co najmniej 40 milionów funtów. Roberto De Zerbi jest gotowy pozwolić Spence’owi na odejście, ale tylko pod warunkiem otrzymania satysfakcjonującej oferty. Obecnie w kadrze Spurs na prawej obronie występuje Pedro Porro, a alternatywą jest Archie Gray, co teoretycznie otwiera drogę do negocjacji, o ile Everton wyłoży żądaną kwotę.
Finansowa bariera nie do przejścia?
David Moyes jest zdeterminowany, aby wzmocnić defensywę, a wszechstronność Spence'a, który potrafi grać na obu flankach, jest dla niego ogromnym atutem. Problem polega na tym, że Everton wykazuje dużą niechęć do zapłacenia pełnej sumy 40 milionów funtów. Rozbieżność w wycenach obu klubów jest na ten moment znacząca. Tottenham znajduje się w komfortowej sytuacji, ponieważ zawodnik podpisał w zeszłym roku nowy kontrakt obowiązujący aż do czerwca 2029 roku, co pozwala dyktować warunki.
Sam piłkarz ma obecnie mieszane odczucia co do swojej przyszłości. Z jednej strony Spence chciałby walczyć o miejsce w składzie Tottenhamu, gdzie udowodnił swoją wartość po trudnych początkach po transferze z Middlesbrough. Z drugiej strony, wizja regularnej gry w pierwszym składzie u Moyesa może być kusząca. Jeśli Everton nie zdecyduje się na drastyczne zwiększenie budżetu transferowego, negocjacje mogą utknąć w martwym punkcie na wiele tygodni, mimo że zainteresowanie defensorem jest w pełni autentyczne.
