Miliard i dziesięć milionów euro – tyle dokładnie zainwestowały włoskie kluby w letnim oknie transferowym, by zmyć plamę po ostatnim, fatalnym roku. Serie A pod względem wydatków ustępuje obecnie jedynie angielskiej Premier League, co jasno pokazuje determinację działaczy z Półwyspu Apenińskiego.
Poprzedni sezon był dla Italii bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Tylko jedna drużyna zdołała dotrzeć do 1/8 finału Ligi Mistrzów, a Inter Mediolan, mimo dominacji na krajowym podwórku, został wyeliminowany przez norweskie Bodø/Glimt. Do tego doszła kolejna porażka w barażach o mistrzostwa świata oraz głośne zamieszanie wokół Maldiniego, Malagò i Pirlo. Dziś jednak, w przededniu startu rozgrywek 2026/27, nastroje są zgoła inne. Włochy znów wierzą, że ich liga może nawiązać do złotych lat 90.
Inter zbroi się na Europę, a Como chce rzucić wyzwanie gigantom
Głównym faworytem do obrony tytułu pozostaje Inter Mediolan. Cristian Chivu otrzymał solidne wsparcie w postaci Johna Stonesa i Curtisa Jonesa, a lukę po Denzelu Dumfriesie ma wypełnić dynamiczny Djed Spence. Nerazzurri chcą udowodnić, że ich ostatnie niepowodzenia w Europie były jedynie wypadkiem przy pracy. Z kolei w Neapolu doszło do głośnej zmiany na ławce trenerskiej – Antonio Conte został zastąpiony przez Maxa Allegriego. Choć kibice Napoli przyjęli tę decyzję z rezerwą, doświadczenie Allegriego w pucharach ma zagwarantować klubowi znacznie lepszy wynik niż ubiegłoroczne, kompromitujące 30. miejsce w fazie ligowej Ligi Mistrzów.
Prawdziwymi „czarnymi końmi” mogą okazać się jednak Roma i rewelacyjne Como. Gian Piero Gasperini w swoim drugim roku pracy w stolicy ma do dyspozycji utalentowanego Rodrigo Morę i realną szansę na sukces w Lidze Mistrzów. Jeszcze ciekawiej wygląda projekt w Como, gdzie Cesc Fabregas buduje zespół z Trevoh Chalobah w obronie i Nico Pazem w pomocy. Jeśli klubowi uda się sfinalizować transfer Moise Keana, beniaminek z ubiegłego sezonu może nie tylko namieszać w Europie, ale nawet włączyć się do walki o Scudetto z mediolańskim gigantem.
Nadzieję na odrodzenie widać także w reprezentacji narodowej, gdzie po okresie turbulencji zapanował spokój. Roberto Mancini wrócił na stanowisko selekcjonera, a funkcję dyrektora technicznego objął Claudio Ranieri. „Mancini był ostatnim trenerem, który przyniósł Włochom sukces” – przypominają obserwatorzy, licząc na to, że jesienne mecze w Lidze Narodów pozwolą odbudować potęgę Squadra Azzurra przed nadchodzącymi eliminacjami do mistrzostw Europy. Włoski futbol, wsparty drugą najwyższą wartością rynkową zawodników na świecie, jest gotowy na nowy rozdział.
