Ferrari wyrasta na głównego faworyta do zdominowania rywalizacji w Austrii po tym, jak Lewis Hamilton przełamał passę Mercedesa i wygrał swój 106. wyścig w karierze. Włoska stajnia nie zamierza zwalniać tempa i właśnie wprowadza pierwszą z dwóch zaplanowanych na ten sezon poprawek jednostki napędowej.
Inżynierowie z Maranello zmodyfikowali komorę spalania silnika V6, aby drastycznie zwiększyć moc wyjściową bolidu SF-26. To bezpośrednia odpowiedź na głosy z padoku, sugerujące, że tylko słabszy silnik powstrzymywał Ferrari przed całkowitą dominacją. Lando Norris z McLarena nie gryzie się w język i otwarcie przyznaje, że jego zespół ma sporo szczęścia, iż Włosi dopiero teraz wyciągają asy z rękawa. „Mamy szczęście, że Ferrari nie ma w tej chwili lepszego silnika. Gdyby go mieli, dominowaliby” – ocenił Norris.
Zderzenie z rzeczywistością w obozie Mercedesa
George Russell przyznał, że postęp Ferrari w zakresie prędkości na prostych jest widoczny gołym okiem i budzi niepokój w Mercedesie. Choć liderem klasyfikacji pozostaje Kimi Antonelli, jego przewaga nad Hamiltonem stopniała do 41 punktów po awarii jednostki napędowej w Montmelo. Russell zauważa, że Ferrari dysponuje świetnym podwoziem przez cały sezon, a nagły skok wydajności silnika zmienia układ sił w stawce. „Zdecydowanie uważam, że to zderzenie z rzeczywistością, ponieważ Ferrari najwyraźniej miało świetne podwozie przez cały ten sezon” – stwierdził kierowca Mercedesa.
Mimo euforii po zwycięstwie w Hiszpanii, Lewis Hamilton tonuje nastroje i podkreśla, że walka o tytuł wymaga chłodnej głowy i systematyczności. Siedmiokrotny mistrz świata zdaje sobie sprawę, że Mercedes wciąż posiada najlepiej dopracowany pakiet, ale docenia wysiłek swojego obecnego zespołu włożony w rozwój napędu. „Zespół pracował niesamowicie ciężko, aby zrobić krok naprzód z silnikiem. To nie jest pełny krok, ale jedna noga postawiona do przodu” – podsumował Hamilton przed startem na Red Bull Ringu.
