Elena Rybakina znajduje się zaledwie o jeden krok od objęcia prowadzenia w rankingu WTA po raz pierwszy w swojej karierze. Kazaszka w czwartej rundzie US Open zaprezentowała pokaz siły, pokonując Naomi Osakę 6:1, 6:4 w nieco ponad godzinę, co otworzyło jej bezpośrednią drogę na szczyt kobiecego tenisa. Aktualna wiceliderka zestawienia nie straciła w Nowym Jorku jeszcze ani jednego seta, a jej forma wydaje się rosnąć z każdym kolejnym meczem na kortach Flushing Meadows.
Zwycięstwo nad czterokrotną mistrzynią wielkoszlemową sprawiło, że Rybakina potrzebuje już tylko awansu do półfinału, aby wyprzedzić Arynę Sabalenkę i zostać 30. liderką w historii WTA. Tenisistka nie ukrywa, że walka o tron jest dla niej niezwykle istotna, choć stara się zachować chłodną głowę przed decydującymi starciami. „Oczywiście, że tego chcę. Nie znam nikogo, kto by sobie tego nie życzył” – przyznała otwarcie panująca mistrzyni Australian Open, komentując szansę na zdetronizowanie rywalki. Zawodniczka podkreśliła jednak, że priorytetem pozostaje końcowy triumf w turnieju, a ranking ma być naturalnym następstwem wygrywania kolejnych meczów.
Na drodze Rybakiny do historycznego osiągnięcia stanie teraz Zheng Qinwen, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała Igę Świątek. Jeśli Kazaszka pokona Chinkę, zapewni sobie pierwsze miejsce w rankingu bez względu na wyniki pozostałych zawodniczek, choć matematyczne szanse na tron zachowują jeszcze Sabalenka, Jessica Pegula oraz Coco Gauff. Warto przypomnieć, że Rybakina miała już okazje na objęcie prowadzenia podczas tegorocznego French Open i Wimbledonu, jednak wtedy plany pokrzyżowały jej niespodziewane porażki na wczesnych etapach rywalizacji.
Według zagranicznych doniesień, Rybakina jest obecnie w najlepszej pozycji, by kontrolować losy rankingu, mimo że drabinka staje się coraz trudniejsza. W przypadku wygranej w ćwierćfinale, w kolejnej fazie może zmierzyć się z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą, a w potencjalnym finale czekają takie nazwiska jak Sabalenka czy Pegula. „Głównym celem dla mnie i dla zespołu jest wygrywanie tytułów, a ranking za tym pójdzie. Idziemy mecz po meczu” – zaznaczyła 27-letnia tenisistka podczas konferencji prasowej, ucinając spekulacje o nadmiernej presji związanej z numerem jeden.
