Marco Rose z entuzjazmem opowiada o pierwszych miesiącach pracy w angielskiej piłce. Jego Bournemouth wygrało trzy kolejne mecze Premier League po tym, jak nie zwyciężyło w żadnym z pierwszych sześciu spotkań.
50-letni trener, który wcześniej prowadził Borussię Mönchengladbach, Borussię Dortmund i RB Lipsk, przygotowuje się z Bournemouth do czwartkowego meczu Ligi Europy ze Spartą Praga — jego zespół odniósł sukces także w europejskich pucharach. W rozmowie z „Kickerem” szkoleniowiec opowiedział o różnicach między angielskim a niemieckim futbolem. Docenia niemiecką kulturę kibicowania, ale lubi też tę angielską: stadiony bywają tam spokojniejsze, lecz potrafią tętnić niezwykłą energią, gdy wymaga tego sytuacja na boisku. Rose chwalił również wzajemny szacunek między ludźmi w Anglii i przyznał, że dobrze się tam czuje. Zapytany, czy Thomas Tuchel pojawił się na domowym meczu Bournemouth, by obejrzeć Marcusa Taverniera, zareagował z uśmiechem:
Nie, chyba nie. Może nie dostał biletu, bo nasz stadion jest trochę mniejszy
Tavernier strzelił w tym sezonie pięć goli w dziewięciu występach w Premier League. Rose usłyszał także pytanie, czy 26-latek może wkrótce dostać powołanie od selekcjonera reprezentacji Anglii, Thomasa Tuchela.
O to trzeba zapytać Thomasa
Nie chciał tego przewidywać, ale ocenił, że kilku jego piłkarzy pokazało, iż warto brać ich pod uwagę, a Tavernier daje zespołowi bardzo dużo. Wcześniej trener stwierdził, że pracę w Premier League uważa za coś wyjątkowego: ceni globalne zainteresowanie tymi rozgrywkami i nazywa je piłką w najczystszej postaci.