Racing Bulls wyrasta na jednego z głównych zwolenników elastycznego podejścia do nowych przepisów F1 na rok 2026. Alan Permane, szef ekipy, sugeruje, że Formuła 1 musi być gotowa na ciągłe testowanie poprawek w zarządzaniu energią. Jak donoszą media, kluczowe decyzje zapadną już podczas poniedziałkowego spotkania na szczycie.
Głównym celem zmian jest poprawa bezpieczeństwa po groźnym wypadku Olivera Bearmana w Japonii, gdzie przeciążenie wyniosło aż 50G. FIA oraz zespoły chcą ograniczyć różnice w prędkościach między bolidami i przywrócić kwalifikacjom status wielkiego spektaklu. Nikolas Tombazis z FIA wskazuje, że modyfikacje nie wymagają zmian w sprzęcie, a jedynie w oprogramowaniu i ustawieniach. Pierwsze efekty tych działań kibice mają zobaczyć już podczas majowego Grand Prix Miami, choć proces może zostać podzielony na kilka etapów.
Sprinty w Miami i Montrealu utrudnią zadanie inżynierom
Permane zauważa, że kalendarz F1 nie ułatwia wprowadzania nowości. Nadchodzące weekendy w Miami i Montrealu to formaty sprinterskie z tylko jedną sesją treningową. To sprawia, że testowanie skomplikowanych systemów zarządzania energią obok nowych pakietów aerodynamicznych jest niezwykle ryzykowne. Szef Racing Bulls proponuje, aby w USA wdrożyć prostsze rozwiązania, a te bardziej wymagające sprawdzić dopiero pod koniec czerwca w Barcelonie. Tor w Hiszpanii jest doskonale znany zespołom i stanowi idealne miejsce na weryfikację trudniejszych poprawek.
Mimo optymizmu Permane przestrzega przed niezamierzonymi konsekwencjami gwałtownych ruchów. Zbyt drastyczne odebranie energii elektrycznej może sprawić, że bolidy staną się znacznie wolniejsze w szybkich zakrętach, co odbierze kierowcom satysfakcję z jazdy. Red Bull Powertrains bierze czynny udział w pracach grupy technicznej, aby uniknąć scenariusza, w którym walka o bezpieczeństwo zniszczy sportowe wyzwanie. Ostateczny kształt zmian w Miami będzie zależał od wyników głosowania elektronicznego, które odbędzie się tuż po spotkaniu interesariuszy.
