Kto może filmować trybuny? Niemiecki futbol mierzy się z nowym sporem

Mikołaj RydzMikołaj Rydz
Kto może filmować trybuny? Niemiecki futbol mierzy się z nowym sporem
Fot. Christof Koepsel/Getty Images

Spór o vlogerów na niemieckich stadionach nie dotyczy już tylko nagrywania samego siebie na trybunach. Dotyka także granic komercyjnego wykorzystywania kultury kibicowskiej i obowiązków filmujących ją twórców. Głos w dyskusji zabrali przedstawiciele kibiców i środowiska akademickiego.

Szersze spojrzenie na spór przedstawił raport Kickera i Deutsche Presse-Agentur (dpa). Podnosi on także pytania o to, co uznaje się za media i jakie obowiązki powinny wiązać się z dokumentowaniem futbolu.

Armin Popp z ogólnokrajowego stowarzyszenia kibiców Unsere Kurve sprzeciwia się komercyjnemu vlogowaniu na stadionach. Zwraca uwagę, że oprawy, flagi, transparenty i przyśpiewki powstają dzięki ogromnemu nakładowi nieodpłatnej pracy kibiców. Ich nagrodą jest uczestnictwo w kulturze trybun. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś inny traktuje tę kulturę jak gotową scenografię do własnego produktu. „Odrzucamy komercyjne wykorzystywanie kultury kibicowskiej przez influencerów i vlogerów stadionowych. Stadion jest dla kibiców miejscem pełnym emocji, a nie studiem telewizyjnym ani przestrzenią eventową” — powiedział Popp. W jego ocenie samo posiadanie kamery nie przesądza o problemie. Inaczej wygląda robienie zdjęć podczas wyjazdu, a inaczej tworzenie treści, na których autor zarabia, filmując stojących obok ludzi.

Dynamo Drezno próbowało już oddzielić prywatne dokumentowanie meczu od komercyjnej produkcji. Kibice mogą robić zdjęcia i krótkie filmy dla siebie, ale vlogowanie o charakterze komercyjnym wymaga zgody. Popp idzie dalej i uważa, że vlogerzy „nie mają miejsca” w aktywności kibicowskiej. Taka granica może jednak obejmować także twórców, którzy sami są autentycznymi kibicami i nie zarabiają na nagrywaniu. Filmy z niemieckich stadionów oglądają również osoby mieszkające poza krajem. Dzięki nim mogą poznawać tamtejszą kulturę, a część widzów może później przyjechać do Niemiec i stać się jej częścią. Ochrona trybun nie musi więc oznaczać, że każde filmowanie jest niedopuszczalne. Znaczenie mają cel nagrania, jego skala i sposób, w jaki twórca wykorzystuje obecność innych osób.

Twórca internetowy a zawodowy dziennikarz

Inne spojrzenie przedstawia Thomas Horky, specjalista nauk o sporcie z Macromedia University w Hamburgu. Zauważa, że coraz więcej osób funkcjonuje na obrzeżach dziennikarstwa, a w tej grupie są stadionowi vlogerzy. „Wykonują wiele takich samych czynności technicznych jak tradycyjny dziennikarz. Robią to jednak bez odpowiedniego przygotowania i z innych powodów, przede wszystkim dla autopromocji” — powiedział Horky. Jego rozróżnienie nie dotyczy więc wyłącznie sposobu nagrywania. Chodzi również o zasady, motywację i odpowiedzialność za publikowany materiał. Dziennikarz jedzie na stadion, obserwuje wydarzenia, rozmawia z ludźmi, interpretuje to, co się stało, i przygotowuje materiał dla odbiorców. Vloger może robić podobne rzeczy, ale duża widownia sama w sobie nie nakłada na niego takich obowiązków, jakie wiążą się z pracą redakcyjną. W zawodowym dziennikarstwie znaczenie mają weryfikacja informacji, wskazywanie źródeł, sprostowania, jawność i odpowiedzialność. Akredytacja określa też, gdzie dziennikarz może wejść, co filmować i jakie materiały rozpowszechniać.

Twórca internetowy może montować nagrania tak, by przedstawić wybrane wydarzenia lub osoby w określony sposób, a nie zawsze podlega przy tym podobnej kontroli redakcyjnej. Nie oznacza to jednak, że każdy vloger działa tak samo ani że zawodowy dziennikarz ma wyłączne prawo do opowiadania o futbolu. Zderzenie tych ról widać także w decyzjach instytucji piłkarskich. Podczas tegorocznych mistrzostw świata FIFA zapewniła około 30 twórcom z różnych krajów dostęp do konferencji prasowych, obiektów treningowych i innych miejsc zwykle niedostępnych dla kibiców. Nie zaprosiła ich po to, by przygotowywali tradycyjne relacje meczowe. Mieli tworzyć materiały oparte na osobowości autora i skierowane do kibiców — takie, których tradycyjne media często nie przygotowują. Kluby, ligi i federacje chcą docierać do młodszych odbiorców przez YouTube'a, TikToka i Instagrama, dlatego twórcy mogą stać się dla nich partnerami komunikacyjnymi. Jednocześnie niezależny vloger nagrywający z trybun bywa uznawany za komercyjnego intruza. Akredytowanych twórców można objąć kontrolowanymi zasadami dotyczącymi praw, natomiast osoby nagrywające bez takiego dostępu pozostają poza tym systemem. Oficjalny dostęp powinien jednak wiązać się z zasadami i odpowiedzialnością, podobnie jak akredytacja dziennikarska. Futbol powinien zauważyć, że sam otwiera drzwi influencerom, gdy ich zasięgi są dla niego przydatne.

Również zawodowe media powinny uważać, by konkurencji o uwagę nie przedstawiać jako przyczyny wszystkich problemów dziennikarstwa. Zmienił się sposób korzystania z treści, a nastolatek oglądający dziesięciominutowego vloga ze stadionu niekoniecznie został odciągnięty od czytania relacji meczowej. Możliwe, że i tak nie zamierzał sięgnąć po gazetę. Tradycyjne redakcje muszą dostosować się do zmian pokoleniowych, nie porzucając zasad odróżniających dziennikarstwo od osobistej promocji. Nie wystarczy jednak zażądać, by każda osoba bez konwencjonalnego przygotowania została poza stadionem. Również całkowite zatarcie różnic byłoby błędem: prywatne nagrywanie wspomnień z meczu, sponsorowany vlog i praca reportera z akredytacją to powiązane, ale odmienne aktywności. Armin Popp trafnie wskazuje, że kibice nie powinni automatycznie stawać się nieopłacanymi statystami w cudzym przedsięwzięciu. Thomas Horky słusznie zauważa z kolei, że twórcy internetowi zajęli obszar, w którym wcześniej dominowały tradycyjne media. Oba problemy wymagają jasnych granic.

Przepisy powinny rozróżniać prywatne nagrania i treści komercyjne, a przy tych drugich określać obowiązki związane z uzyskiwaniem zgody, przestrzeganiem praw i ochroną osób filmowanych. Zorganizowani kibice powinni mieć realny głos w ochronie kultury, którą tworzą, ale nie powinni samodzielnie rozstrzygać, kto jest prawdziwym fanem. Dobrym punktem wyjścia jest proporcjonalność: inne wymagania mogą dotyczyć amatora nagrywającego wyjazd dla niewielkiej grupy odbiorców, a inne profesjonalnego twórcy, którego działalność zależy od filmowania kibiców i stadionowej atmosfery. Osoba dokumentująca mecz dla przyjemności nie powinna być traktowana jak nadawca telewizyjny, a vloger-hobbysta z niewielką publicznością — jak profesjonalny influencer. Z drugiej strony komercyjny twórca, który wykorzystuje kibiców, oprawy i stadionową atmosferę do zarabiania, nie może oczekiwać takich samych zasad jak ktoś, kto nagrywa wyłącznie dla prywatnych wspomnień. Nie ma jednej liczby obserwujących ani progu przychodów, który rozstrzygnie każdy przypadek. Kanał może zacząć jako hobby i z czasem przynosić zyski, a niewielkie wpływy mogą jedynie pokrywać część kosztów wyjazdów i biletów; część twórców może nie zarobić na nagraniach ani centa. Profesjonalni dziennikarze także nie mogą uznawać akredytacji za wyłączne prawo do dokumentowania futbolu ani narzędzie ochrony tradycyjnych redakcji przed nowymi formami opowiadania o sporcie. Daje ona dostęp, ale wiąże się z ograniczeniami i odpowiedzialnością.

Szczególnie restrykcyjne zakazy mogą uderzyć w kibiców, którzy nie prowadzą działalności komercyjnej, lecz chcą pokazywać innym własne wyjazdy i mecze. Nagrania trybun, sektorów gości i stadionowych zwyczajów pozwalają odbiorcom z zagranicy zobaczyć kulturę, której wcześniej nie znali. Niektórzy mogą dzięki nim zdecydować się na przyjazd do Niemiec i poznanie jej na miejscu. Jeśli spotkają się z wrogością albo nieprzeniknionym gąszczem niepisanych zasad, niemiecka kultura kibicowska może wydać im się niepotrzebnie zamknięta i wykluczająca. Nie oznacza to, że aktywni kibice muszą godzić się na nachalne filmowanie w Kurve. Ochrona kultury kibicowskiej i otwartość na ludzi, którzy chcą poznać niemieckie trybuny, mogą iść w parze. Zamiast rozstrzygać, kto jest „prawdziwym kibicem” albo „prawdziwym dziennikarzem”, kluby mogą odróżniać przypadkowe nagranie od stałej produkcji komercyjnej. Twórcy z oficjalnym dostępem powinni przyjmować dodatkowe obowiązki, a amatorzy zachować przestrzeń do dzielenia się kulturą futbolu. Tę kulturę warto chronić właśnie dlatego, że tak wiele osób chce jej doświadczyć.

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
REKLAMA
auto_awesome
500 PLN za gola Polski
ODBIERAM arrow_forward
confirmation_number
500 PLN za gola Polski
ODBIERAM REKLAMA
verified_user Superbet
500 PLN za gola Polski
ODBIERAM bolt REKLAMA
% Superbet
255 PLN ODBIERAM
REKLAMA
verified 500 PLN za gola Polski
255 PLN ODBIERAM
REKLAMA