Crvena Zvezda Belgrad znalazła się w samym centrum negocjacji dotyczących przyszłości europejskiego basketu. Prezes klubu, Zeljko Drcelic, potwierdził, że doszło do rozmów z przedstawicielami NBA w sprawie powstania NBA Europe. Choć projekt budzi ogromne emocje, serbski klub nie zamierza rezygnować ze swoich dotychczasowych fundamentów.
Mimo zainteresowania ze strony amerykańskiej ligi, Drcelic twardo stąpa po ziemi i wskazuje na brak konkretów dotyczących udziału drużyn z Bałkanów w nowym formacie. „Najważniejsze jest, aby NBA Europe jasno określiło, czy jest tam miejsce dla serbskich klubów. Jak dotąd o tym nie słyszałem” – przyznał otwarcie prezes w rozmowie z Meridian Sport. Dla klubu z Belgradu kluczowe jest, aby nie stać się jedynie tłem dla wielkiego projektu, ale realnym uczestnikiem z jasno określonymi prawami.
Walka o status stałego członka elity
Obecnie priorytetem Crvenej Zvezdy pozostaje uzyskanie długoterminowej licencji w Eurolidze, w której klub występuje od 2013 roku. Drcelic podkreśla, że bycie poza gronem stałych udziałowców ogranicza możliwości finansowe i decyzyjne zespołu. „Jako klub nie mamy obecnie ani prawa głosu, ani prawa do otrzymywania funduszy jako współwłaściciele ligi” – wyjaśnił prezes, wskazując na ogromne różnice w przychodach między uprzywilejowanymi zespołami a resztą stawki.
Dla serbskiego giganta uzyskanie statusu franczyzy to nie tylko prestiż, ale przede wszystkim stabilizacja finansowa i udział w zyskach z praw telewizyjnych oraz komercyjnych. „W tym momencie stalibyśmy się równoprawnym członkiem, z własnymi obowiązkami, ale także z prawami i dochodami, które nie byłyby nieistotne” – podsumował Drcelic. Klub zamierza kontynuować negocjacje, by w końcu zająć należne mu miejsce w europejskiej hierarchii.
