Piątkowe treningi na torze Spa-Francorchamps zakończyły się w fatalny sposób dla Pierre’a Gasly’ego. Francuz stracił panowanie nad swoim bolidem w samej końcówce drugiej sesji, co zmusiło sędziów do wywieszenia czerwonej flagi. Kierowca Alpine uderzył w bariery po nagłej nadsterowności na wyjściu z sekcji Les Fagnes.
Incydent wyglądał groźnie, ponieważ auto po pierwszym kontakcie z barierą wpadło w poślizg i uderzyło w ścianę po raz drugi. Pierre Gasly przyznał po wyjściu z kokpitu, że sytuacja była dla niego zaskoczeniem. „To było ogromne szarpnięcie. Odzyskanie kontroli zajęło zbyt dużo czasu i zanim to nastąpiło, byłem już poza torem i nie mogłem na niego wrócić” — wyjaśnił zawodnik. Zespół musi teraz dokładnie przeanalizować dane, aby zrozumieć, dlaczego tył samochodu uciekł w tak nieprzewidywalny sposób.
Błąd, który na Spa kosztuje fortunę
Dyrektor zarządzający Alpine, Steve Nielsen, chłodno ocenił sytuację, wskazując na specyfikę belgijskiego obiektu. Według niego Gasly popełnił niewielki błąd w czternastym zakręcie, najeżdżając na tarkę, co przy obecnych prędkościach okazało się opłakane w skutkach. „Mały błąd, który na wielu innych torach uszedłby na sucho, ale tutaj w pewnych miejscach zostajesz za to ukarany i tak właśnie się stało” — podsumował Nielsen. Mimo zniszczeń, zespół widzi pozytywy w tempie bolidu, który otrzymał w ten weekend nową osłonę halo.
Dla Alpine był to mimo wszystko jeden z lepszych dni w ostatnim czasie, zwłaszcza że Franco Colapinto uzyskał siódmy czas dnia. Argentyńczyk podkreślił, że chłodniejsze warunki i charakterystyka toru Spa pomogły zniwelować ograniczenia ich konstrukcji. Zespół zdołał wyprzedzić bolidy Racing Bulls, co nie udawało się od dłuższego czasu. Teraz mechanicy muszą skupić się na odbudowie samochodu Gasly'ego, by ten mógł powalczyć o przełamanie serii trzech wyścigów bez awansu do Q3.
