Maximilian Beier odpowiedział na brak powołania do 44-osobowej kadry Niemiec Jürgena Kloppa w najlepszy możliwy sposób. Jego trafienie zapewniło Borussii Dortmund skromne zwycięstwo 1:0 nad Stuttgartem i pozwoliło utrzymać status jedynej niepokonanej drużyny w lidze.
Pierwsza połowa spotkania w Stuttgarcie nie obfitowała w klarowne sytuacje, choć to goście z Dortmundu częściej utrzymywali się przy piłce i gościli w polu karnym rywali. Fabian Bredlow nie musiał jednak interweniować przy groźnych strzałach, podczas gdy po drugiej stronie boiska Gregor Kobel musiał wykazać się czujnością przy próbach Deniza Undava oraz Ermedina Demirovicia. Obie ekipy miały problem ze skutecznością, co sprawiło, że do przerwy kibice nie oglądali bramek.
Zabójcze wejście rezerwowych i dominacja Beiera
Obraz gry uległ zmianie w 60. minucie, kiedy Niko Kovac zdecydował się na wprowadzenie Jobe Bellinghama oraz powracającego po przerwie Konstantinosa Karetsasa. To właśnie ta dwójka rozruszała ofensywę gości, a Karetsas oddał pierwszy celny strzał Dortmundu w tym meczu. Chwilę później Bellingham posłał niskie dośrodkowanie, które na gola zamienił Maximilian Beier, pieczętując swój występ tytułem zawodnika meczu. 23-latek, ustawiony tym razem za plecami Serhou Guirassy'ego, zanotował aż 10 kontaktów z piłką w polu karnym przeciwnika.
W końcówce spotkania Stuttgart desperacko szukał wyrównania, jednak ich ataki okazały się całkowicie nieefektywne. Fabio Silva mógł nawet podwyższyć prowadzenie Borussii, ale ostatecznie wynik nie uległ już zmianie. Wygrana w takim stylu została określona jako „klasyczny Kovac”, gdzie profesjonalizm i wyrachowanie pozwoliły wywieźć komplet punktów z trudnego terenu. Dortmundczycy pokazali dojrzałość, która w tym sezonie Bundesligi staje się ich znakiem rozpoznawczym.
Dzięki tej wygranej Borussia Dortmund zajmuje pierwsze miejsce w tabeli z dwupunktową przewagą nad Bayernem Monachium. Zespół prowadzony przez Niko Kovaca jako jedyny w stawce może pochwalić się perfekcyjnym bilansem punktowym po rozegranych kolejkach. Dla Stuttgartu była to kolejna odsłona nierównego sezonu, w którym dobre momenty przeplatają ze słabszymi występami przed własną publicznością.
