Red Bull Racing podjął drastyczną decyzję o wycofaniu kontrowersyjnego tylnego skrzydła typu „Macarena” przed nadchodzącym wyścigiem o Grand Prix Belgii. Jak donoszą media, zespół wraca do tradycyjnej konstrukcji po serii przerażających incydentów z udziałem Maxa Verstappena.
Innowacyjny system, który miał zapewniać przewagę na prostych dzięki obracanemu o 180 stopni płatowi, stał się źródłem ogromnych problemów stajni z Milton Keynes. Verstappen doświadczył groźnego wypadku podczas kwalifikacji w Austrii, gdy mechanizm nie zamknął się prawidłowo. Scenariusz powtórzył się podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii, gdzie Holender wypadł z toru w żwir przy wysokiej prędkości w zakręcie Stowe. Sytuacja stała się na tyle poważna, że sprawą zaczęła interesować się FIA, badając projekty Red Bulla oraz Ferrari.
Ryzykowny eksperyment wstrzymany
Sam kierowca nie gryzł się w język, oceniając awaryjną technologię, która miała być odpowiedzią na rozwiązania rywali. „Wrócimy do starego rozwiązania i zobaczymy, kiedy to najnowsze będzie ponownie gotowe do użycia” – potwierdził Max Verstappen w czwartek, nazywając wcześniejsze problemy z tylnym skrzydłem bezpośrednio jako „niebezpieczne”. Zespół intensywnie pracuje teraz w fabryce nad modyfikacjami, które wyeliminują ryzyko kolejnych awarii przy ogromnych przeciążeniach, jakie generują bolidy Formuły 1 na torze Spa-Francorchamps.
Podczas gdy Red Bull musi ratować sytuację i przeprojektowywać swój system, Ferrari pozostaje spokojne o własną wersję „Macareny”, która do tej pory działa bez zarzutu. McLaren również rozważał wprowadzenie podobnego pomysłu, ale ostatecznie wstrzymał prace, uznając, że koncepcja wymaga dalszego rozwoju. Inżynierowie Red Bulla są zdeterminowani, by przywrócić obrotowe skrzydło tak szybko, jak to możliwe, jednak priorytetem stało się bezpieczeństwo ich lidera, który przez usterki stracił szanse na podium w poprzednich rundach.
