Mikaël Silvestre, były obrońca Manchesteru United i Arsenalu, nie gryzie się w język, oceniając potencjał Stade Rennais. Oczekiwania wobec zespołu z Bretanii gwałtownie wzrosły. Zdaniem Francuza klub nie może już zadowalać się półśrodkami i musi odważnie patrzeć w stronę europejskiej elity.
Silvestre uważa, że biorąc pod uwagę ostatnie transfery oraz sposób, w jaki drużyna zakończyła poprzednie rozgrywki, awans do Ligi Europy to absolutne minimum. Były reprezentant Francji idzie jednak o krok dalej i wskazuje, że realnym wyzwaniem powinno być podium ligowej tabeli. Zauważa przy tym, że Rennes musi mierzyć się z potęgami dysponującymi znacznie większymi budżetami, co komplikuje walkę o najwyższe cele.
Ambicje kontra brutalna rzeczywistość finansowa
„Myślę, że zajęcie trzeciego miejsca i zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów musi być celem Rennes. Mówię o trzecim, a nie drugim miejscu, ponieważ często istnieje korelacja między budżetem a wynikami” – przyznał Silvestre. Podkreślił, że ekipy takie jak Marsylia, Lille, Lyon czy Monaco mają większe możliwości finansowe, co stawia je w uprzywilejowanej pozycji w wyścigu za plecami Paris Saint-Germain.
Wspominając czasy swojej świetności w reprezentacji Francji, Silvestre opisał unikalne uczucie dominacji, które towarzyszyło mu na boisku. „Wchodząc na mecz, wiedzieliśmy, że jeśli każdy z nas wykona swoją pracę, to mamy ogromne prawdopodobieństwo wygranej. To rzadkie uczucie i przywilej móc robić to na bardzo wysokim poziomie przeciwko najlepszym narodom na świecie” – wspominał triumfy z 2001 roku.
