Lando Norris bije na alarm po Grand Prix Hiszpanii, wskazując na przerażający potencjał ekipy z Maranello. Choć Mercedes zdominował początek sezonu 2026, wygrywając sześć pierwszych wyścigów, triumf Lewisa Hamiltona w Barcelonie zmienił postrzeganie układu sił. Brytyjczyk uważa, że Ferrari dysponuje obecnie najlepszym podwoziem w całej stawce, a jedyną barierą przed całkowitą dominacją Włochów pozostaje deficyt mocy silnika, który wkrótce może zostać zniwelowany dzięki nowym przepisom.
Sytuacja staje się dla rywali krytyczna, ponieważ najnowsze dane ADUO wykazują, że jednostka napędowa Ferrari traci ponad 4 procent do liderującego w tym zestawieniu Red Bulla. Zgodnie z regulaminem oznacza to, że włoski zespół otrzyma dwa tokeny rozwojowe na poprawę silnika. Norris widzi w tym ogromne zagrożenie dla reszty stawki, która już teraz nie potrafi dotrzymać kroku czerwonym bolidom w sekcjach technicznych i szybkich zakrętach, gdzie aerodynamika odgrywa kluczową rolę.
Ferrari klasą dla samego siebie w zakrętach
Kierowca McLarena brutalnie ocenił dystans dzielący jego zespół od liderów, nie gryząc się przy tym w język podczas analizy formy Ferrari. „Mamy szczęście, że Ferrari nie ma w tej chwili lepszego silnika. Gdyby go mieli, dominowaliby w sporcie” – przyznał otwarcie Lando Norris. Brytyjczyk dodał również, że pod względem osiągów w zakrętach rywale są obecnie klasą dla samych siebie, a McLaren nie jest nawet blisko ich poziomu, co zmusza zespół do natychmiastowego przyspieszenia prac rozwojowych.
Obawy Norrisa potwierdzają wyniki z toru, gdzie Oscar Piastri stracił do zwycięskiego Hamiltona aż 59 sekund. Australijczyk zauważył, że pakiet poprawek Ferrari działa bezbłędnie, oferując ogromną siłę docisku, która pozwala chronić opony w trudnych warunkach. Obecnie McLaren zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, tracąc do Ferrari 49 punktów. Jeśli włoscy inżynierowie wykorzystają szansę na wzmocnienie silnika, przewaga ta może drastycznie wzrosnąć, spychając resztę ekip do roli statystów.
