Emma Raducanu staje przed niemal niemożliwym wyzwaniem podczas turnieju Queen’s Club Championships. Przez błędy organizacyjne i niefortunny splot zdarzeń, brytyjska tenisistka może zostać pozbawiona szansy na upragnione trofeum. Jak donoszą media, sytuacja w Londynie staje się coraz bardziej napięta.
Tegoroczna edycja turnieju jest pełna problemów, począwszy od groźnego upadku Victorii Mboko, aż po ulewne deszcze, które sparaliżowały czwartkowy harmonogram. Organizatorzy desperacko próbują nadrobić zaległości, co zmusza największe gwiazdy do morderczego wysiłku. W piątek dwie gry musiały zaliczyć Elena Rybakina oraz Katie Boulter. O ile dla Brytyjki był to udany dzień, o tyle Rybakina sensacyjnie pożegnała się z zawodami po porażce z nową rakietą numer jeden w Wielkiej Brytanii. Teraz podobny los może spotkać Raducanu.
Kontrakty telewizyjne ważniejsze od zdrowia zawodniczki?
Największe kontrowersje budzi fakt, że ćwierćfinałowe starcie Raducanu z Kamillą Rakhimovą nie zostało przeniesione na boczny kort, gdy Andy Murray Arena była zajęta. Powodem mają być restrykcyjne umowy z nadawcami. „Raducanu powinna zostać zaplanowana na Court 1, ale kontrakty transmisyjne zabraniają pokazywania drugiego kortu w relacji na żywo, co sprawiło, że organizatorzy do końca liczyli na wolny termin na głównej arenie” – informuje The Guardian. Ta decyzja zmusza tenisistkę do rozegrania dwóch meczów w sobotę, 13 czerwca.
Sytuacja jest o tyle dotkliwa, że jej potencjalna rywalka w półfinale, Iva Jovic, przystąpi do gry wypoczęta. Raducanu może być zmuszona do rozegrania nawet sześciu setów w ciągu jednego dnia, co przy jej problemach zdrowotnych w przeszłości budzi ogromny niepokój. Brytyjka od swojego triumfu w US Open 2021 wciąż czeka na kolejny tytuł, a obecna forma na trawie dawała nadzieję na przełamanie tej passy. W turnieju nie ma już żadnej zawodniczki z czołowej piętnastki rankingu WTA, co czyni ewentualną porażkę przez błąd administracyjny jeszcze bardziej bolesną.
