Formuła 1 wchodzi w nową erę, w której kluczowym słowem staje się lekkość. FIA wprowadziła koncepcję „zwinnego samochodu”, skracając rozstaw osi o 20 cm i zwężając bolidy o 10 cm. Choć minimalna waga spadła do 768 kg, co stanowi redukcję o 32 kg względem poprzedniego sezonu, to dopiero początek wielkiego planu federacji.
Nikolas Tombazis, dyrektor FIA ds. samochodów jednomiejscowych, przyznaje, że obecne zmiany to zaledwie krok w dobrym kierunku, a nie ostateczny cel. Federacja chce, aby w kolejnym cyklu przepisów, który wejdzie w życie w 2031 roku (lub rok wcześniej), bolidy straciły kolejne 80 kg. Byłby to potężny cios w trend trwający od początku XXI wieku, kiedy to maszyny z każdym rokiem stawały się coraz cięższe i większe.
Bolidy nie mogą być zbyt łatwe w prowadzeniu
Władze sportu kładą duży nacisk na to, by prowadzenie bolidu pozostało elitarnym wyzwaniem. Zmniejszenie docisku aerodynamicznego sprawia, że kierowcy muszą mocniej walczyć z kierownicą, a auta nie prowadzą się już jak po szynach. Tombazis podkreśla, że nowe regulacje mają zapobiegać sytuacjom, w których inżynierowie optymalizują każdy detal pokonywania zakrętu, odbierając zawodnikom margines na błąd.
„Mamy 22 najlepszych kierowców na świecie i powinniśmy mieć samochody, których prowadzenie nie jest łatwe dla mojej babci” – stwierdził dosadnie Nikolas Tombazis. Ekspert zaznaczył również, że podniesienie wysokości zawieszenia sprawiło, iż maszyny nie są już tak brutalne dla organizmów zawodników jak poprzednie konstrukcje oparte na efekcie przyziemnym, co stanowi istotną poprawę komfortu pracy w kokpicie.
