Trzy hiszpańskie potęgi przystępują do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów z ogromnym obciążeniem. Real Madryt, FC Barcelona i Atletico Madryt mają w swoich szeregach łącznie osiemnastu zawodników zagrożonych zawieszeniem. Każda żółta kartka pokazana w tym tygodniu wykluczy ich z udziału w meczach rewanżowych.
Real Madryt znajduje się w najtrudniejszym położeniu przed starciem z Bayernem Monachium. Carlo Ancelotti może stracić swój cały tercet ofensywny, ponieważ Jude Bellingham, Vinicius Junior oraz Kylian Mbappe są o jedno upomnienie od przymusowej pauzy. Do tej grupy dołączają Alvaro Carreras, Aurelien Tchouameni i Dean Huijsen. Sytuację kadrową „Królewskich” pogarsza fakt, że Rodrygo Goes jest wykluczony z gry przez kontuzję. Bayern ma znacznie mniejszy margines błędu, bo uważać muszą jedynie Dayot Upamecano i Konrad Laimer.
Kluczowe ogniwa Barcelony i Atletico pod presją
Hansi Flick drży o losy swojej największej perły. Lamine Yamal, który stoi przed szansą pobicia rekordu najmłodszego zawodnika z dziesięcioma punktami w klasyfikacji kanadyjskiej w jednej edycji, musi unikać kartek. Oprócz niego w Barcelonie zagrożeni są Fermin Lopez, Gerard Martin oraz Marc Casado. Choć liczba ta jest mniejsza niż u rywali, ewentualna strata Yamala byłaby dla Katalończyków ciosem, którego nie da się łatwo zrekompensować w walce o półfinał.
Diego Simeone ma jeszcze większy ból głowy, bo w Atletico Madryt na liście widnieje aż siedem nazwisk. Największy problem dotyczy defensywy, gdzie uważać muszą Marc Pubill, Robin Le Normand, Clement Lenglet oraz Matteo Ruggeri. W środku pola i ataku zagrożeni są Marcos Llorente, Alex Baena i Giuliano Simeone. Llorente jest teraz niezbędny, by łatać dziury po kontuzjowanych Pablo Barriosie i Johnnym Cardoso. Każde upomnienie dla tych graczy zdemoluje plan taktyczny na rewanż.
