Fernando Alonso przyznał, że podczas Grand Prix Chin zaczął tracić czucie w dłoniach i stopach. To efekt potężnych wibracji, które od początku sezonu nękają zespół Aston Martin. Problem okazał się na tyle poważny, że dwukrotny mistrz świata musiał wycofać się z wyścigu, a inżynierowie Hondy oraz brytyjskiej stajni rozpoczęły desperacką walkę z czasem, by opanować sytuację zagrażającą zdrowiu zawodników.
Kłopoty zaczęły się już podczas przedsezonowych testów w Bahrajnie. Choć testy na hamowni nie wykazały anomalii, po zintegrowaniu jednostki napędowej z podwoziem bolidu na torze pojawiły się niszczycielskie drgania. Początkowo uderzyły one w niezawodność maszyny, doprowadzając do uszkodzeń baterii i drastycznego ograniczenia przebiegów zespołu z Silverstone. Honda przyznaje, że skala zjawiska stała się jasna dopiero w warunkach rzeczywistych, których nie dało się w pełni odwzorować w środowisku wirtualnym.
Wspólna walka o bezpieczeństwo kierowców
Prezes HRC Koji Watanabe potwierdził, że priorytetem było ratowanie akumulatorów, co udało się częściowo osiągnąć dzięki nowym rozwiązaniom wprowadzonym od drugiego wyścigu sezonu. Agresywność wibracji wobec podzespołów spadła, ale wpływ na kierowców pozostaje krytyczny. Watanabe zaznaczył, że wyeliminowanie dyskomfortu fizycznego Alonso i Lance’a Strolla zajmie znacznie więcej czasu, ponieważ dokładna przyczyna problemu wciąż nie została w pełni zidentyfikowana przez japońskich specjalistów.
Rozwiązanie zagadki wymaga teraz ścisłej współpracy z Aston Martinem, w którą zaangażowany jest Enrico Cardile. Honda podkreśla, że jednostka napędowa nie jest jedynym źródłem kłopotów, a kluczem jest interakcja silnika z podwoziem. Inżynierowie muszą działać krok po kroku, by odzyskać wydajność bolidu. Dopiero po opanowaniu wibracji zespół będzie mógł skupić się na czystych osiągach, podczas gdy w tle ruszają już pierwsze prace nad silnikiem na sezon 2027.
