Mercedes wyrasta na głównego gracza w walce o tytuł w sezonie 2026, ale Toto Wolff studzi nastroje. Choć zespół wygrał sześć pierwszych wyścigów z pole position, ostatnie tygodnie pokazały, że konkurencja nie śpi. Ferrari i McLaren postawiły na agresywny rozwój, co zmusiło stajnię do bacznego obserwowania wydatków i limitów budżetowych.
Sytuacja finansowa staje się kluczowym elementem gry o mistrzostwo. Wolff publicznie kwestionował, jak Ferrari zdołało wprowadzić tak duże pakiety poprawek w Miami i Barcelonie, mieszcząc się w limicie 215 milionów dolarów. Mercedes wybrał inną drogę, stawiając na mniejsze, stopniowe aktualizacje, ale prawdziwa ofensywa ma nastąpić dopiero w drugiej połowie sezonu. Szef zespołu podkreśla, że teraz liczy się przede wszystkim chłodna kalkulacja i strategiczne podejście do wprowadzania nowych części.
Strategiczna gra o miliony i sekundy
„Musimy być naprawdę strategiczni w kwestii tego, kiedy wprowadzić poprawki. Zastanawiamy się, kiedy będą miały największy wpływ na osiągi, zamiast po prostu wrzucać je na każde Grand Prix, jak robiliśmy to w przeszłości” – przyznał Toto Wolff podczas ostatniego weekendu na Węgrzech. Austriak zaznaczył, że obecnie zespół znajduje się w dobrym miejscu pod względem limitu kosztów, ponieważ celowo wstrzymano część budżetu na decydującą fazę rywalizacji.
Mimo optymizmu w kwestii poprawek, nad zespołem wiszą kary za wymianę silników. Kimi Antonelli korzysta już z czwartej jednostki, a George Russell z trzeciej. Przekroczenie limitu oznacza spadek o 10 miejsc na starcie. Bradley Lord przyznaje wprost, że przy obecnych problemach z niezawodnością, uniknięcie sankcji do końca sezonu będzie niezwykle trudne. Strategowie muszą teraz wyliczyć, w którym momencie najlepiej przyjąć karę, by zminimalizować straty w walce o punkty.
