Novak Djoković oficjalnie opuścił elitarny krąg dziesięciu najlepszych tenisistów świata, spadając na 12. pozycję w rankingu ATP. To efekt fatalnego występu w US Open, gdzie 24-krotny mistrz wielkoszlemowy pożegnał się z turniejem już po pierwszej rundzie, przegrywając pięciosetowy bój z Mariano Navone.
Ostatnie tygodnie na amerykańskich kortach twardych były dla Serba pasmem rozczarowań. Zanim doszło do sensacji w Nowym Jorku, Djoković odpadł w pierwszej rundzie turnieju w Cincinnati, ulegając Thiago Agustinowi Tirante. Tak słaba dyspozycja sprawiła, że legenda tenisa znalazła się poza czołową dziesiątką po raz pierwszy od ośmiu lat. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce w lipcu 2018 roku, gdy z powodu kontuzji Serb osunął się na 21. miejsce, a rankingowi przewodzili Rafael Nadal i Roger Federer.
Historyczny moment dla światowego tenisa
Obecny spadek Djokovicia ma wymiar symboliczny i kończy niesamowitą passę trwającą od 2002 roku. Po raz pierwszy od 24 lat w top 10 rankingu ATP nie ma ani jednego przedstawiciela „wielkiej trójki”, którą współtworzyli Roger Federer, Rafael Nadal i właśnie Novak Djoković. Jak zauważa serwis Tennishead, Alexander Zverev, triumfując w tegorocznym US Open, przypieczętował ogromne przetasowania w męskim tourze, które będą miały dalekosiężne skutki dla układu sił w nadchodzących miesiącach.
Mimo bolesnego spadku, Djoković ma realną szansę na błyskawiczny powrót do elity jeszcze w tym sezonie. Do końca roku broni zaledwie 600 punktów rankingowych, a we wrześniu planuje start w China Open, gdzie każdy wygrany mecz będzie oznaczał czysty zysk punktowy. W ubiegłym roku jedynym triumfem Serba w tym okresie był turniej Hellenic Championships w Atenach, a w Szanghaju dotarł do półfinału, w którym musiał uznać wyższość Valentina Vacherota. Eksperci przewidują, że obecny kryzys może być jedynie krótkotrwałym potknięciem w bogatej karierze utytułowanego zawodnika.
