Carlos Alcaraz wyrasta na głównego zwycięzcę w sporze o przeładowany kalendarz tenisowy. Jak donoszą media, prestiżowy Davis Cup czeka radykalna reforma, która bezpośrednio odpowiada na postulaty zgłaszane przez wicelidera rankingu ATP. Zmiany mają przywrócić blask rozgrywkom, które w ostatnim czasie straciły na znaczeniu.
Obecny system, w którym turnieje Masters 1000 zostały wydłużone do dziesięciu dni lub dwóch tygodni, wywołuje ogromną frustrację w tourze. Zawodnicy czują się wycieńczeni, co pokazał zeszłoroczny finał Davis Cup. Wystąpił w nim tylko jeden tenisista z czołowej dziesiątki rankingu, Alexander Zverev, podczas gdy Jannik Sinner i Carlos Alcaraz zrezygnowali z udziału. Impreza, którą po raz trzeci z rzędu wygrały Włochy po pokonaniu Hiszpanii, przypominała rangą turniej ATP 250, a nie wielkie święto tenisa.
Koniec z coroczną walką o puchar
Kluczowym elementem nowej reformy jest odejście od corocznego cyklu rozgrywek na rzecz systemu biennale, znanego chociażby z golfowego Ryder Cup. Carlos Alcaraz już wcześniej sugerował, że rzadsze występy zwiększą prestiż wydarzenia i motywację graczy. „Myślę, że jeśli turniej będzie rozgrywany co dwa lub trzy lata, zaangażowanie zawodników będzie jeszcze większe, ponieważ stanie się on wyjątkowy” – przekonywał Hiszpan podczas ubiegłorocznej edycji, podkreślając, że obecna formuła nie jest optymalna.
Oprócz zmiany częstotliwości, ITF rozważa powrót do tradycyjnego formatu meczów u siebie i na wyjeździe, rezygnując z gromadzenia ośmiu drużyn w jednej lokalizacji podczas finałów. Dziennikarz Jon Wertheim potwierdza, że federacja poważnie bada te opcje, licząc na odzyskanie zainteresowania największych gwiazd. Dla Alcaraza, który narzekał na brak prywatności i mordercze tempo sezonu, rzadsza gra w barwach narodowych to szansa na dłuższą regenerację i uniknięcie kontuzji, które nękają go pod koniec roku.
