Belgia rozpoczęła zmagania na Mistrzostwach Świata 2026 od starcia z Egiptem, które okazało się najtrudniejszym testem w fazie grupowej. Choć mecz zakończył się remisem, postawa faworytów przez długi czas budziła ogromny niepokój. Drużyna prowadzona przez Rudiego Garcię wyglądała na kompletnie zaskoczoną intensywnością i determinacją rywali z Afryki, którzy od pierwszych minut narzucili mordercze tempo.
Egipt objął zasłużone prowadzenie po potężnym uderzeniu Emana Ashoura z Al Ahly, z którym nie poradził sobie Thibaut Courtois. Belgowie byli bezradni, a ich gra ofensywna opierała się niemal wyłącznie na próbach uruchomienia Jeremy'ego Doku. Skrzydłowy Manchesteru City został jednak skutecznie zneutralizowany przez egipską defensywę. W pierwszej połowie Belgia nie potrafiła stworzyć realnego zagrożenia, co obnażyło błędy w doborze wyjściowej jedenastki przez trenera Garcię.
Wejście smoka i pech w końcówce
Sytuacja zmieniła się dopiero po wejściu Romelu Lukaku. Napastnik Napoli pojawił się na boisku i natychmiast wywarł presję na obrońcach. Po świetnym podaniu Nicolasa Raskina i dośrodkowaniu w pole karne, obecność Lukaku zmusiła Mohameda Hany'ego do wbicia piłki do własnej bramki. Z potężnym snajperem w składzie Belgia stała się zupełnie innym zespołem, choć sam Lukaku zmarnował później stuprocentową okazję, uderzając głową nad poprzeczką z kilku metrów.
Mimo końcowego naporu i szansy Brandona Mechele z rzutu wolnego, wynik nie uległ już zmianie. Remis stawia Belgię w sytuacji, w której musi szukać kompletu punktów w nadchodzących starciach z Iranem oraz Nową Zelandią. Choć podział punktów nie przekreśla szans na awans, styl gry w pierwszej połowie pozostawia wiele pytań o formę zespołu na tym turnieju. Teraz oczekiwania są jasne: sześć punktów w dwóch kolejnych meczach.
