Julián Álvarez wyrasta na głównego bohatera letniego okna transferowego, ale jego serce bije tylko dla jednego kierunku. Jak donosi dziennikarz Matteo Moretto, 26-letni Argentyńczyk wyraził jasną preferencję dotyczącą przenosin do Barcelony, odrzucając tym samym zakusy PSG oraz powrót do Premier League.
Sytuacja jest napięta, ponieważ agent piłkarza, Fernando Hidalgo, miał już oficjalnie poinformować przedstawicieli Arsenalu i PSG, że obecnie wszystkie wysiłki skupiają się wyłącznie na dopięciu transakcji z Dumą Katalonii. Barcelona przygotowuje ofertę oscylującą w granicach 130-140 mln euro, co jednak wciąż mija się z oczekiwaniami Atletico Madryt. Klub ze stolicy Hiszpanii twardo stoi przy stanowisku, że napastnik nie jest na sprzedaż, a jedyną wiążącą kwotą jest klauzula odstępnego wynosząca astronomiczne 500 mln euro.
Blokada transferowa i wielkie pieniądze w tle
Dla Barcelony Álvarez ma być docelowym następcą Roberta Lewandowskiego i nowym numerem dziewięć, wokół którego Hansi Flick zbuduje linię ataku. Problem polega na tym, że Atletico Madryt nie ma najmniejszego zamiaru wzmacniać bezpośredniego rywala w walce o mistrzostwo kraju. Choć sam zawodnik publicznie wspominał o chęci realizacji marzeń, co odczytano jako chęć gry na Camp Nou, kontraktowa rzeczywistość pozostaje nieubłagana dla finansów katalońskiego klubu.
Paryżanie, mimo odrzucenia ich zalotów przez zawodnika, wciąż pozostają w grze jako jedyny podmiot zdolny spełnić finansowe żądania Madrytu. Dziennikarz Gastón Edul ocenia szanse na transfer do PSG na 35 procent, podczas gdy Barcelona prowadzi z wynikiem 45 procent. Obecność mistrza Francji w negocjacjach służy Atletico jako karta przetargowa, pozwalająca ignorować propozycje Barcelony, które nie zbliżają się do rekordowej klauzuli. Los Colchoneros nie otrzymali jeszcze oficjalnej oferty, którą musieliby rozpatrzyć.
