Holandia wygrała grupę F po zwycięstwie 3:1 nad Tunezją, ale zamiast łatwiejszego rywala, trafiła na potężną przeszkodę. Nowy, rozszerzony format mistrzostw świata 2026 stworzył niesprawiedliwy, dwupoziomowy system premiowania drużyn.
Sytuacja jest bezprecedensowa, ponieważ zwycięstwo w grupie zazwyczaj gwarantuje teoretycznie słabszego przeciwnika. Tymczasem Holendrzy, ze względu na przypisanie do konkretnej grupy, od początku nie mieli szans na wylosowanie ekipy z trzeciego miejsca. Podczas gdy gospodarze turnieju — USA oraz Meksyk — po wygraniu swoich zmagań grupowych zmierzą się z drużynami z trzecich lokat, Holandia musi szykować się na starcie z Marokiem. To efekt specyficznej drabinki, która promuje wybrane federacje kosztem innych uczestników.
Kontrowersyjny podział drabinki w fazie pucharowej
System 48 drużyn wymusił stworzenie 1/16 finału, do której awansuje tylko osiem najlepszych zespołów z trzecich miejsc. FIFA tak skonstruowała terminarz, że zwycięzcy grup, w których grają gospodarze, trafiają na teoretycznych outsiderów. Holandia i Maroko, mimo świetnej postawy, muszą walczyć ze sobą w hicie pierwszej rundy pucharowej. Wygrany z tej pary w 1/8 finału trafi na RPA lub Kanadę, a w ćwierćfinale mogą czekać już potęgi pokroju Francji lub Niemiec.
Mimo trudnego losowania, w obozie Holandii widać optymizm po ostatnich meczach. Atak zespołu gra coraz płynniej, co potwierdziły spotkania ze Szwecją i Tunezją. Maroko będzie jednak testem zupełnie innego kalibru, wymagającym od Europejczyków najwyższego poziomu koncentracji. Jeśli chcą myśleć o końcowym triumfie, muszą zaakceptować fakt, że ich droga do finału jest znacznie bardziej wyboista niż w przypadku Amerykanów czy Meksykanów, którzy zostali uprzywilejowani przez system.
