Barcelona wyrasta na głównego wygranego zimowego transferu Joao Cancelo, choć początkowo transakcja budziła ogromny sceptycyzm. Portugalczyk wrócił do stolicy Katalonii na drugie wypożyczenie, mimo że wcześniej klub zrezygnował z wykupu zawodnika za 25 milionów euro. Jak donoszą media, Hansi Flick jest teraz zwolennikiem zatrzymania obrońcy na stałe.
Sytuacja kadrowa wymusiła na Hansim Flicku poszukiwania wzmocnień w defensywie po kontuzji Andreasa Christensena, która wykluczyła go z gry na większą część sezonu. Choć trener liczył na środkowego obrońcę, do zespołu dołączył 31-letni Cancelo. Transfer wynegocjowany przez Jorge Mendesa traktowano początkowo jako przysługę dla agenta, zwłaszcza że piłkarz nie grał przez cztery miesiące po urazie w Al-Hilal. Ryzyko było ogromne, a pierwsze słabe występy w Pucharze Króla tylko potęgowały wątpliwości fanów.
Kluczowa asysta do Lewandowskiego i walka o kontrakt
Przełom nastąpił w lutym, gdy Cancelo odzyskał formę i zaczął regularnie punktować w statystykach. Pod nieobecność kontuzjowanego Alejandro Balde, Portugalczyk w sześciu meczach wypracował cztery bramki. Najważniejszym momentem była jednak ostatnia asysta przy zwycięskim golu Roberta Lewandowskiego w starciu z Atletico Madryt. To trafienie przybliżyło Barcelonę do mistrzostwa Hiszpanii i sprawiło, że Balde po powrocie do zdrowia nie może być pewny miejsca w podstawowym składzie.
Przyszłość zawodnika zależy teraz od trudnych negocjacji z saudyjskim Al-Hilal. Klub z Bliskiego Wschodu oczekuje 15 milionów euro za ostatni rok kontraktu obrońcy. Barcelona ma jednak inny plan i chce pozyskać go za darmo, argumentując to koniecznością opłacania jego wysokiej pensji. Sam Cancelo deklaruje chęć pozostania w stolicy Katalonii, a jego ofensywne atuty stały się dla Flicka nową, skuteczną bronią w walce o trofea.
