Novak Djokovic wyrasta na głównego faworyta do triumfu w tegorocznym Wimbledonie, celując w historyczny, 25. tytuł wielkoszlemowy w karierze. Choć Serb zbliża się do czterdziestki, eksperci wskazują trawiaste korty w Londynie jako jego największą szansę na kolejny wielki triumf. Po pewnych zwycięstwach nad Wu Yibingiem oraz Stefanosem Tsitsipasem, lider światowych list zdecydował się na nietypowy krok przed starciem z Arthurem Rinderknechem, angażując do pomocy brytyjskiego tenisistę z odległego miejsca w rankingu.
Na kortach treningowych Aorangi Park u boku Djokovicia pojawił się Adam Jones, zawodnik sklasyfikowany poza pierwszym tysiącem rankingu ATP. Brytyjczyk, znany z ogromnego dystansu do siebie, opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie z Serbem, nazywając go „najlepszym w historii”. Jones nie krył ekscytacji wspólnym treningiem, żartując nawet, że mierzenie się z jego forhendem było dla mistrza nie lada wyzwaniem. Wybór tego konkretnego partnera treningowego nie jest jednak dziełem przypadku, lecz przemyślaną strategią.
Talizman największych gwiazd tenisa
Adam Jones zyskał reputację „szczęśliwego urok” wśród czołowych rakiet świata. Wcześniej współpracował z Carlosem Alcarazem i Eleną Rybakiną podczas Australian Open, gdzie oboje sięgnęli po końcowe zwycięstwa. Pomagał również Belindzie Bencic oraz Donnie Vekic, która po treningach z nim wygrała turniej w Queen’s. Dla Jonesa praca w roli sparingpartnera to nie tylko prestiż, ale przede wszystkim ratunek finansowy, który pozwala mu przetrwać w brutalnym świecie zawodowego tenisa na niższych szczeblach.
Brytyjczyk otwarcie mówi o trudnej rzeczywistości zawodników spoza czołówki, dla których wyjazdy na turnieje często oznaczają straty finansowe. „To świetna fucha i zabawny sposób na zarobienie pieniędzy. Cykl Futures to wyścig szczurów, finanse są tam absolutnie brutalne” – przyznał Jones w rozmowie z BBC Sport. Tenisista wspomniał sytuację, gdy po porażce w kwalifikacjach zarobił zaledwie 37 dolarów, podczas gdy koszt hotelu wynosił 150 dolarów za noc. Praca z Djokoviciem na Wimbledonie to dla niego zupełnie inny świat.
