Jack Draper udanie powrócił do rywalizacji po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana, której doznał podczas turnieju w Barcelonie. Brytyjczyk pokonał Marcosa Girona 7-5, 6-6 na kortach w Eastbourne, notując swoje pierwsze zwycięstwo na trawie pod okiem nowego trenera.
Występ w Eastbourne był dla Drapera ogromnym wyzwaniem, biorąc pod uwagę pasmo urazów, z którymi zmagał się w ostatnim roku. Tenisista przyznał po meczu, że jego forma falowała, co jest naturalne po tak długim rozbracie z profesjonalnym tourem. Mimo chwilowej utraty koncentracji w drugim secie, zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. „To był występ trochę w stylu tego, co on zwykł robić: brzydkie wygrywanie” – ocenił Draper, nawiązując bezpośrednio do metod pracy swojego nowego mentora.
Inspiracja z ławki trenerskiej
Kluczowym elementem powrotu Drapera jest obecność Andy'ego Murraya w jego boksie trenerskim. Trzykrotny mistrz wielkoszlemowy zdecydował się wspierać młodszego kolegę podczas całego sezonu na kortach trawiastych. Jest to pierwsza profesjonalna rola Murraya od zakończenia przez niego kariery zawodniczej. Draper nie kryje entuzjazmu związanego z tą współpracą, podkreślając, że autorytet Szkota i jego wiara w umiejętności podopiecznego są kluczowe dla odbudowania pewności siebie po trudnych miesiącach walki o zdrowie.
„Andy jest jedną z moich największych inspiracji. On wierzy w moją grę, wierzy we mnie jako osobę i myślę, że właśnie tego teraz potrzebuję, wracając po takim roku, jaki miałem” – wyznał Draper. Zawodnik zażartował również, że mimo ogromnego szacunku, nie zamierza zwracać się do trenera per „Sir”. Teraz przed Brytyjczykiem kolejne wyzwanie w Eastbourne, gdzie w następnej rundzie zmierzy się ze swoim rodakiem, Jackiem Pinningtonem-Jonesem, który wyeliminował Marco Trungellitiego.
