Dokładnie szesnaście lat temu, 11 maja 2010 roku, Mariusz Jop niefortunną interwencją w ostatniej akcji meczu pozbawił Wisłę Kraków niemal pewnego tytułu mistrzowskiego. To dramatyczne wydarzenie na Suchych Stawach nie tylko zadecydowało o losach ligi, ale na stałe wpisało się w historię krajowego futbolu jako synonim sportowej tragedii.
Losy tytułu mistrzowskiego w sezonie 2009/2010 ważyły się do ostatnich sekund przedostatniej kolejki, rozgrywanej w formacie Multiligi. Krakowianie przystępowali do derbowego starcia z Cracovią jako liderzy tabeli, mając jeden punkt przewagi nad Lechem Poznań. Sytuacja Białej Gwiazdy wydawała się komfortowa, gdy w 79. minucie Rafał Boguski wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Przy jednoczesnej porażce Kolejorza w Chorzowie, Mistrzostwo Polski było na wyciągnięcie ręki.
Wszystko uległo zmianie w 93. minucie spotkania. Po dośrodkowaniu Suvorova, piłka nieszczęśliwie odbiła się od głowy Mariusza Jopa i przelobowała Mariusza Juszczyka, wpadając do siatki Wisły. Sędzia Piasecki nie wznowił już gry, a remis 1:1, w połączeniu z bramką zdobytą rzutem na taśmę przez Lecha w Chorzowie, oznaczał spadek krakowian na drugie miejsce.
Obraz płaczącego Piotra Brożka oraz uronionej łzy szczęścia przez Janusza Filipiaka stał się symbolem tamtego popołudnia. Dodatkowe kontrowersje wzbudziła decyzja arbitra o nieuznaniu wcześniejszego gola dla Wisły, co po analizie powtórek telewizyjnych oceniano jako błąd na niekorzyść ówczesnych liderów tabeli.
Dla Mariusza Jopa występ w tym meczu był splotem nieszczęśliwych okoliczności. Obrońca, który wiosną tamtego roku pojawił się na boisku tylko raz, wskoczył do podstawowej jedenastki w ostatniej chwili z powodu absencji Juniora Diaza oraz Pabla Alvareza. Po meczu zawodnik nie ukrywał ogromnego ciężaru emocjonalnego związanego z popełnionym błędem. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” wyznał bezpośrednio: „To najpodlejsza chwila w mojej karierze”. Piłkarz dodał również, że ma pełną świadomość bycia postrzeganym jako osoba, która „zawaliła Wiśle sezon”.
Dzisiaj, 11 maja 2026 roku, to bolesne wspomnienie waży jednak nieco mniej. Kibice Białej Gwiazdy celebrują właśnie wywalczony w miniony weekend powrót do Ekstraklasy. Rocznica, zamiast jedynie ranić, przypomina Krakowianom o bogatej historii walki o najwyższe cele i stanowi fundament pod nowe ambicje w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Mariusz Jop trafia piłką do własnej bramki i zaprzepaszcza tytuł mistrzowski dla Wisły. #16lattemu pic.twitter.com/HZVjfZ6Pa1
— Piłkarskie Wspomnienia (@PWspominki) May 10, 2026

