Sytuacja przed nadchodzącym Wimbledonem nabiera tempa, a najnowsze wieści z Londynu mogą okazać się kluczowe dla losów Mai Chwalińskiej. Polska tenisistka, która zachwyciła świat awansem do finału Roland Garros, znajduje się w centrum uwagi organizatorów prestiżowego turnieju.
Szanse na występ Polki w turnieju głównym gwałtownie wzrosły po wycofaniu się Weroniki Kudermetowej. Rosjanka zmaga się z chorobą, co sprawiło, że Brytyjka Fran Jones weszła do drabinki bezpośrednio. Dzięki temu zwolniła się jedna z ośmiu dzikich kart, o które ubiegają się największe gwiazdy światowego tenisa. To doskonała wiadomość dla Chwalińskiej, która po sukcesie w Paryżu awansowała na 21. miejsce w rankingu WTA, ale w momencie tworzenia list startowych była poza czołową setką.
Amerykańskie legendy wracają do gry
Oprócz Polki, o specjalne zaproszenia zabiegają Serena i Venus Williams. Serena wróciła do rywalizacji po blisko czteroletniej przerwie, wygrywając pierwszy mecz deblowy w Queen’s. Teraz planuje start w Berlinie u boku Karoliny Muchovej. Z kolei Venus Williams regularnie pojawia się na kortach w tym roku i zamierza wystąpić w Bad Homburg. Organizatorzy Wimbledonu rzadko przyznają dzikie karty zawodniczkom spoza Wielkiej Brytanii, jednak obecna sytuacja zmusza ich do zmiany dotychczasowej polityki.
W ubiegłym roku jedyną zagraniczną tenisistką z dziką kartą była kończąca karierę Petra Kvitova. Teraz lista chętnych jest znacznie dłuższa, a zwolnione miejsce przez Jones ułatwia podjęcie decyzji. Jeśli Serena i Venus Williams faktycznie celują w występ singlowy, ich obecność na trawiastych kortach w Londynie wydaje się coraz bardziej prawdopodobna. Dla kibiców byłby to powrót do wielkiej historii, gdyż obie siostry nie opuściły wspólnie Wimbledonu od 1996 roku.
