Emma Raducanu awansowała do półfinału turnieju w Queen's po zwycięstwie nad Kamillą Rakhimovą, jednak mecz ten dostarczył kibicom ogromnych nerwów. Przy stanie 6:3, 3:1 Brytyjka niefortunnie upadła na kort, co wywołało natychmiastową ciszę na trybunach. Tenisistka od razu chwyciła się za wewnętrzną część lewego uda, budząc obawy o poważną kontuzję tuż przed nadchodzącym Wimbledonem.
Po groźnie wyglądającym incydencie mistrzyni US Open z 2021 roku zdecydowała się na przerwę medyczną poza kortem. Powróciła do gry z mocno obandażowaną nogą, co wyraźnie wpłynęło na jej dyspozycję w końcówce spotkania. Rakhimova zdołała odrobić stratę przełamania, a Raducanu nie wykorzystała pierwszej okazji na zakończenie meczu przy własnym podaniu. Ostatecznie jednak Brytyjka zachowała zimną krew i zamknęła drugi set wynikiem 7:5.
Walka z bólem i trudne warunki w Queen's
Sytuacja Raducanu jest o tyle skomplikowana, że z powodu wcześniejszych opadów deszczu jej kolejny mecz z Ivą Jovic zaplanowano zaledwie kilka godzin po zakończeniu starcia z Rakhimovą. Tenisistka przyznała, że powrót do równowagi po upadku był dla niej wyzwaniem. „To był mecz pełen wzlotów i upadków. Byłam bardzo wdzięczna za wsparcie w trudnych momentach, szczególnie przy zamykaniu drugiego seta” – powiedziała zawodniczka w pomeczowym wywiadzie.
Pytana o stan zdrowia, Raducanu nie chciała zdradzać szczegółów dotyczących powagi urazu uda. „W tej chwili to mieszanka adrenaliny i ulgi. Ten upadek był trudny. Czułam, że jestem w dobrej pozycji w meczu, ale na trawie takie rzeczy się zdarzają” – wyjaśniła Brytyjka. Dla zawodniczki, która zajmuje obecnie 42. miejsce w rankingu, jest to dopiero drugi półfinał na nawierzchni trawiastej w karierze, po sukcesie w Nottingham w 2024 roku.
