Fernando Alonso przeżywa prawdziwy koszmar podczas weekendu w Barcelonie. Hiszpański mistrz świata zajął ostatnie, 22. miejsce w kwalifikacjach do swojego domowego wyścigu, co przerwało jego serię 42 startów przed zespołowym kolegą, Lance’em Strollem. Aston Martin zanotował najgorszy występ w historii, tracąc do zdobywcy pole position aż cztery sekundy.
Problemy techniczne bolidu są porażające i dotyczą niemal każdego kluczowego elementu maszyny. Alonso skarżył się na powtarzające się awarie skrzyni biegów oraz fatalną integrację z jednostką napędową Hondy. Kierowca opisywał, że w niektórych zakrętach czuł się, jakby ktoś nagle zaciągnął hamulec ręczny, blokując tylne koła, podczas gdy w innych auto zachowywało się, jakby miało wciśnięty gaz w trakcie hamowania. Każde okrążenie na torze Catalunya stało się dla doświadczonego zawodnika niebezpieczną loterią.
Ostra krytyka i zapowiedź końca cierpliwości
Frustracja dwukrotnego mistrza świata sięgnęła zenitu, gdy musiał po raz kolejny tłumaczyć mediom przyczyny kompromitującej formy zespołu. Alonso nie gryzł się w język, otwarcie przyznając, że Aston Martin dysponuje obecnie najgorszym sprzętem w całej stawce Formuły 1. „Powtarzamy to samo w każdy weekend. To jest wyczerpujące. Jesteśmy ostatni, wiemy o tym i nie mamy problemu, żeby się do tego przyznać” — wyznał wyraźnie zmęczony Hiszpan przed własną publicznością.
Sytuacja nie ulegnie poprawie w najbliższym czasie, ponieważ zespół zdecydował się porzucić mniejsze poprawki na rzecz jednego dużego pakietu modernizacyjnego, który ma pojawić się dopiero latem. Do tego momentu Alonso spodziewa się kolejnych upokorzeń, w tym ostatniego rzędu w nadchodzącym wyścigu w Austrii. „Mamy bardzo słaby silnik, najgorszy ze wszystkich. Mamy problemy ze skrzynią biegów i aerodynamiką” — podsumował kierowca, licząc jedynie na to, że druga połowa sezonu przyniesie fanom jakiekolwiek powody do radości.
