Pojawiły się doniesienia o niedoszłym transferze, który mógł zakończyć się sensacyjnym ruchem na polskim rynku. Sprawę skomentował bezpośrednio właściciel Rakowa Częstochowa.
Okazuje się, że trzy lata temu Fermín López mógł trafić do ekipy Medalików za zaledwie 600 tysięcy euro. Utalentowany pomocnik znajdował się wówczas o krok od przenosin pod Jasną Górę, a sprawa wydawała się bardzo bliska sfinalizowania. Ostatecznie do transferu jednak nie doszło, a wszystko zmieniło jedno konkretne zagranie.
Punktem zwrotnym okazał się przedsezonowy mecz Barcelony z Realem Madryt – López popisał się wówczas kapitalnym uderzeniem z dystansu i zdobył bramkę przeciwko „Królewskim”. To trafienie w El Clásico wywarło tak wielkie wrażenie na sztabie szkoleniowym i władzach w Katalonii, że klub z dnia na dzień zmienił zdanie, wstrzymał odejście zawodnika i zdecydował się zatrzymać go w kadrze.
Michał Świerczewski, właściciel Rakowa Częstochowa, zapewnia, iż jeszcze kiedyś wróci do tego tematu i wyjaśni, jak to dokładnie wyglądało. Obecnie jednak skupia się na ratowaniu drużyny przed kryzysem formy – „Medaliki” są ostatnie w tabeli i od początku sezonu nie zdobyły jeszcze ani jednego punktu.
„Kiedyś opowiem o tej historii. Teraz są jednak ważniejsze tematy”.
Aktualnie López jest niezwykle istotnym elementem układanki Hansiego Flicka. Niemiecki szkoleniowiec ceni go za dynamikę, agresywny doskok w pressingu, dużą wydolność oraz bezpośredniość – cechy idealne pod styl oparty na natychmiastowym odbiorze piłki i szybkim ataku wertykalnym. 21-latek doskonale radzi sobie zarówno jako „dziesiątka”, jak i w roli wysuniętego środkowego pomocnika w podwójnym pivocie, gwarantując zespołowi liczby w postaci bramek z dystansu czy asyst.
Władze Dumy Katalonii nie miały wątpliwości co do jego statusu, wiążąc się z nim długoterminowym kontraktem obowiązującym aż do 2031 roku. Aby odstraszyć europejskich gigantów, w tym kluby z Premier League, w umowie zawarto zaporową klauzulę odstępnego w wysokości 500 milionów euro.

