Arthur Fery kończy swój udział w turnieju Queen’s Club Championships po dramatycznym boju z Francisco Cerundolo. Choć brytyjski posiadacz dzikiej karty przegrał w ćwierćfinale 6-7(1), 6-3, 4-6, jego postawa na korcie imienia Andy'ego Murraya wywołała ogromne poruszenie wśród kibiców i ekspertów.
Mecz trwał blisko dwie godziny i 40 minut, a Fery był o krok od sprawienia ogromnej niespodzianki. W pierwszym secie prowadził już 5-3, jednak nie zdołał zamknąć partii przy własnym podaniu. Prawdziwy pokaz siły dał w drugim secie, gdzie od stanu 1-3 wygrał siedem gemów z rzędu, wychodząc na prowadzenie 2-0 w decydującej odsłonie. Ostatecznie doświadczenie sklasyfikowanego na 27. miejscu w rankingu ATP Cerundolo wzięło górę, ale Brytyjczyk opuszcza Londyn z dorobkiem 87 punktów wywalczonych po zwycięstwach nad Tobym Samuelem i Adrianem Mannarino.
Rankingowa rewolucja i ambitne cele młodego Brytyjczyka
Dzięki świetnym wynikom Fery zanotuje potężny skok w zestawieniu ATP. Tenisista przesunął się ze 140. na 117. pozycję w rankingu live, co jest jego nowym życiowym osiągnięciem. Podczas konferencji prasowej zawodnik nie krył zadowolenia ze swojej formy, podkreślając, że trzy rozegrane mecze dały mu mnóstwo pewności siebie przed kolejnymi startami na trawiastej nawierzchni. „Byłoby miło piąć się w stronę pierwszej setki, a potem oczywiście jeszcze dalej” – przyznał Arthur Fery, zaznaczając, że jego głównym celem jest ciągłe doskonalenie gry, za czym naturalnie pójdą kolejne punkty.
Potencjał 23-latka dostrzegł John Lloyd, były lider brytyjskiego tenisa, który na antenie BBC wygłosił odważną prognozę dotyczącą przyszłości zawodnika. „Nie widzę powodu, dla którego nie mógłby być w czołowej pięćdziesiątce” – stwierdził Lloyd. Ekspert docenił szybkość Fery'ego, jego umiejętność gry slajsem oraz fakt, że młody tenisista nie boi się występów na największych arenach. Zdaniem Lloyda, styl gry Brytyjczyka sprawia, że jest on niezwykle niewygodnym przeciwnikiem dla każdego rywala w tourze.
