OGC Nice wciąż nie potrafi odnaleźć właściwego rytmu pod wodzą nowego trenera. Olivier Pantaloni, który przejął zespół latem, po trzech kolejkach Ligue 1 nadal pozostaje bez zwycięstwa, a sobotni remis 1-1 z Le Mans FC tylko pogłębił frustrację kibiców zgromadzonych na Allianz Riviera.
Spotkanie zaczęło się fatalnie dla gospodarzy, którzy mimo obecności klubowej legendy, Dante, raz po raz popełniali proste błędy w rozegraniu. Wykorzystał to Adil Bourabaa, który po stracie Youssoufa Ndayishimiye minął rywala i potężnym uderzeniem w okienko pokonał Yehvanna Dioufa. Nicea długo biła głową w mur, a Axel Witsel zmarnował doskonałą okazję po dośrodkowaniu Jonathana Claussa, nie trafiając czysto w piłkę głową.
Błąd bramkarza i błysk snajpera
Nadzieję w serca fanów wlał Elye Wahi, który tego lata wrócił do klubu i jest traktowany przez sympatyków Nicei jak prawdziwa gwiazda rocka. Napastnik wykorzystał fatalne wyjście z bramki Ewena Hatfouta, minął go i z bardzo ostrego kąta skierował piłkę do siatki. Był to rzadki moment błysku w ofensywie gospodarzy, która przez większość meczu wyglądała na pozbawioną pomysłu i odpowiedniej dynamiki.
W drugiej połowie to goście z Le Mans, prowadzeni przez Patricka Videirę, byli bliżsi przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Louis Mafouta, aktualny współlider klasyfikacji strzelców ligi, stanął przed idealną szansą w samej końcówce meczu. Po kolejnym błędzie defensywy Nicei minął bramkarza, ale wyrzucony zbyt blisko linii końcowej, trafił jedynie w zewnętrzną część słupka, co uratowało gospodarzy przed kompromitacją.
Mimo wejścia z ławki Mohammeda Amoury i Gauthiera Heina, którzy ożywili grę Nicei, wynik nie uległ już zmianie. Jasnym punktem w zespole Pantaloniego był jedynie Xavier Mandza, którego dyrektor sportowy Roger Ricort określił mianem przyszłego reprezentanta Francji. Obrońca imponował spokojem i wszechstronnością, jednak jego postawa to za mało, by przykryć narastające problemy sportowe i organizacyjne klubu z Lazurowego Wybrzeża.
