Charles Leclerc wyrasta na głównego faworyta do walki o pole position w Miami. Kierowca Ferrari wykręcił czas 1:29.310, zostawiając w tyle Maxa Verstappena. Jak donoszą media z padoku, sesja treningowa obnażyła niespodziewane problemy techniczne u najgroźniejszych rywali stajni z Maranello.
Max Verstappen nie krył frustracji za kierownicą Red Bulla. Czterokrotny mistrz świata narzekał na fatalną pracę skrzyni biegów, określając zmiany przełożeń jako „beznadziejne”. Mimo wprowadzenia nowatorskiego tylnego skrzydła, Holender stracił do Leclerca 0,297 sekundy. Red Bull musi szybko znaleźć rozwiązanie, bo tempo Ferrari na miękkich oponach jest obecnie poza zasięgiem reszty stawki, co potwierdził Leclerc, poprawiając swój wynik dzięki pomocy Lando Norrisa na prostej.
Dramat lidera Mercedesa i chaos w garażach
Kimi Antonelli, lider klasyfikacji generalnej, przeżył trudne chwile w Miami. Choć Mercedes wygrał wszystkie trzy tegoroczne wyścigi, w USA zespół zmaga się z awariami jednostki napędowej. Włoch zakończył jazdę przedwcześnie, nie sprawdzając nawet miękkiej mieszanki opon. Dodatkowo sesję zakłócił incydent z Lance’em Strollem, który zmusił Antonellego do gwałtownego hamowania w jedenastym zakręcie. Mercedes zajął piąte i szóste miejsce, ale ich strata do liderów wydaje się niepokojąca.
Powrót Formuły 1 po odwołanych rundach w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej przyniósł 90 minut intensywnych testów. Podczas gdy McLaren z Oscarem Piastrim wskoczył na trzecie miejsce, Aston Martin zaliczył fatalny start przez awarię prądu w garażu. Zespół Fernando Alonso zamknął stawkę, tracąc cenne minuty na naprawę systemów. Każda ekipa, z wyjątkiem brytyjskiego zespołu, zaprezentowała w Miami pakiety poprawek, które mają zdefiniować układ sił w dalszej części sezonu.
