Max Verstappen grzmi po Grand Prix Chin i nie zostawia suchej nitki na nowych regulacjach Formuły 1. Holender w ostrych słowach skrytykował kierunek, w którym zmierza sport, twierdząc, że obecne zasady mają niewiele wspólnego z prawdziwym ściganiem. Zdaniem kierowcy Red Bulla fani, którym podoba się obecna akcja na torze, po prostu nie rozumieją wyścigów. To kolejna tak mocna wypowiedź mistrza, który już wcześniej ostrzegał przed nadchodzącymi zmianami.
Frustracja Verstappena sięgnęła zenitu po weekendzie w Szanghaju, który zakończył się dla niego przedwcześnie. Holender musiał przebijać się z odległej, szesnastej pozycji po dramatycznym starcie, by ostatecznie nie ukończyć wyścigu. To nie jest zabawa, to granie w Mario Kart, stwierdził po wyjściu z bolidu. Kierowca podkreśla, że jego obawy zgłaszane już w 2023 roku po testach w symulatorze, zostały zignorowane przez władze sportu, co teraz owocuje wadliwym systemem rywalizacji.
Szef Mercedesa odpowiada na zarzuty gwiazdy
Na te rewelacje błyskawicznie zareagował Toto Wolff. Szef Mercedesa uważa, że krytyka ze strony Verstappena wynika głównie z fatalnej sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie zespół Red Bull. Wolff bez ogródek nazwał występy Holendra horrorem, wskazując na onboardy z kwalifikacji, które pokazują, jak fatalnie prowadzi się jego auto. Według Austriaka problem nie leży w przepisach, ale w konkretnym bolidzie, który potęguje negatywne odczucia u kierowcy nastawionego na ciągły atak.
Mimo narzekań Verstappena, dane płynące od kibiców mówią coś zupełnie innego. Wolff zaznacza, że Stefano Domenicali dysponuje statystykami potwierdzającymi ogromne zainteresowanie fanów, zwłaszcza młodszych grup demograficznych. Choć szef Mercedesa przyznaje, że konieczność oszczędzania energii w kwalifikacjach bywa bolesna, to walka Ferrari z Mercedesem w Chinach była dowodem na świetny produkt telewizyjny. Opinie kierowców, choć ważne, wydają się obecnie drugorzędne wobec entuzjazmu trybun i mediów społecznościowych.
